23 września 2013

Jesienna frustracja

Autor: Matka Browar o 15:03

Szlag Matkę trafia, bo za oknem mokro, szaro, buro i ponuro, a my obie z Zośką zasmarkane. Oznacza to niestety jedno – cały dzień spędzamy w domu. To najgoooorsze dla Matki przekleństwo, bo co można robić z rozbrykaną 18-stomiesięczną panienką na tak małej przestrzeni? Jak długo można układać Lego Duplo, przeglądać książeczki, opiekować się lalą i robić „zakupy w warzywniaku”? A niestety – z racji pory roku i naszej sytuacji rodzinnej, która jak wiecie, zaraz ulegnie zmianie – zapowiada się wiele takich dni…

Bo moi drodzy, Matka to jest z tych, co mogą mieć bałagan w domu i obiad zrobiony w trymiga, ale dziecko musi być wywietrzone. I za cholerę nie rozumie przedkładania np. porządku w domu albo trzydaniowego obiadu nad dotlenienie i wybieganie się malucha…  Przecież same tego zalety - nie dość, że dzień szybciej mija, a dziecko się rozwija poznając świat inny niż przysłowiowe 4 ściany, to i taki wywietrzony berbeć łatwiej potem zasypia. Dlatego cały sezon wiosenno-letni wraz z Zośką przebywałyśmy na dworze dwa razy dziennie, w sumie po ok. 5 godzin… W lecie pewnie nawet i dłużej. Zośka szczęśliwa, bo pozawiązywała masę podwórkowych przyjaźni -ma już nawet za sobą pierwsze pocałunki w krzakach ;) Matka akceptuje wybranka – szarmancki typ, i nawet pozwalał Zośce bawić się swoją kosiarką :D Latorośl ponadto nauczyła się robić babki z piasku, samodzielnie włazić po drabince na zjeżdżalnię, jeździć na biegowym trójkołowcu (boski wynalazek)… Pokochała zbieranie kamyczków i liści, bieganie za piłką na osiedlowym boisku, podglądanie panów budowlańców pracujących przy kolejnym etapie osiedla… Poznała dźwięk samolotu i nauczyła się odnajdywać te małe ruchome punkty na niebie, dowiedziała się co to dźwig/żuraw i teraz na każdy napotkany pokazuje palcem, krzycząc przy tym „DZIK!”.

A Matka – jakby nie było – też szczęśliwa, bo mogła w tym samym czasie przebywać w towarzystwie innych matek/babć/niań i po prostu pogadać. No i chcąc nie chcąc – fundowała sobie tym samym codzienną porcję aktywności fizycznej, bo za Zośką to trzeba czasem pobiegać ;)

Może to wszystko wynika z tego, że Matka jako dziecko – choć mieszkała w bloku – też całe dnie spędzała na podwórku... Łaziła z chłopakami po drzewach, budowała zamki z piasku, robiła sekrety ze szkiełek i mleczy, grała w gumę i w klasy, w ganianego i w dwa ognie… Nie siedziała przed telewizorem ani komputerem, tak jak to teraz dzieci mają w zwyczaju.

Kurcze, drogie mamy i drodzy tatowie – wszystko więc w naszych rękach. Nie wychowujmy otyłych socjopatów uzależnionych od telewizora, komputera i tableta. Wyjdźmy z dzieciakami na spacer, na rower,  na plac zabaw, do parku… Zróbmy coś dla ich rozwoju, aktywności i formy fizycznej… Nauczmy je poznawać otaczający je świat i pokażmy, jaką można mieć z tego radość. To od nas zależy, jakie w przyszłości będą nasze maluchy!

Zośka w plenerze:








8 komentarzy:

  1. Współczuje i ŻŻyczę drówka, my byłyśmy ostatnio chore ale już wyzdrowiałyśmy.
    Super malutak , widzę że też lubi hello kitty ;)
    Pozdrawiam i zapraszam

    nasza-trojka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. My nawet z (małym) przeziębieniem staramy się wychodzić, pod warunkiem, że gorączki nie ma.
    No i również jestem zdania, że solidna porcja tlenu wszystkim wychodzi na dobre! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Popieram. Żeby tylko szybciej przyszła wiosna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak się syn zrobił ciekawski to sam się na dwór rwie. A czternaście miesięcy skończy niedługo. Ja też staram się z nim wychodzić jak najczęściej, ale niestety pogoda nie zawsze pozwoli. Ale wtedy staram się jechać do znajomych z dziećmi. Co by się mój "dzieć" wymęczył zabawą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas z kolei jakaś gorączka niewiadomego pochodzenia i mała mi cały dzień na rękach spędziła, mam nadzieję, że noc będzie spokojna.. Szybkiego przegonienia kataru życzę!

    A apel popieram! My pogoda, niepogoda wychodzimy na dwór. Jak pada to kalosze i płaszcz/parasolka i idziemy. I czasami gdy były chłodniejsze dni w lecie dziwiłam się, że jesteśmy bardzo nielicznymi spacerowiczkami...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, ja to się cieszę na tę pogodę. W lato chodziłam na spacery z przyzwoitości i nie za długie, bo nie lubię słońca i ciepła. Wolę chłodek, lekki wiater i słońce za chmurą. :) Teraz to chodzimy, jeździmy i zwiedzamy. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że tak dużo nas tu tych długo-spacerujących :)

    Mooonik, a dla Was zdróweczka!

    OdpowiedzUsuń
  8. a nam deszcz nie straszny i łyknelismy troche spaceru wczoraj..:) pomijam fakt, że zlało nas niemiłosiernie, zanim dotoczylismy się do domu, ale warto było:) my wogole nie mamy telewizora, więc dla nas ten problem nie istnieje, a matka to ciążowy łazik, więc i Miłosz sie nauczył:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję że zechciałaś/eś się wypowiedzieć :)

 

Matka Browar Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez