23 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Autor: Matka Browar o 21:52 7 komentarze Linki do tego posta
Kochani,
w tym świątecznym zalataniu wpadłam jedynie na chwilkę żeby życzyć Wam Wesołych, zdrowych, radosnych i pogodnych Świąt! Odpoczywajcie, cieszcie się rodzinną, ciepłą atmosferą, objadajcie się pysznościami i napełniajcie Wasze głowy i serca wspomnieniami!






 Ach, i jeszcze pochwalę się, że wygraliśmy fotoksiążkę w świątecznym FotoKonkursie na  http://projekt-samo-sie.blogspot.com Konkurs miał tytuł "Najwspanialsza zabawka na świecie. Wybieramy najlepszą zabawkę rozwijającą zmysły dziecka.”  
Nasza odpowiedź to poniższe zdjęcie i tekst: 
Według mnie najbardziej rozwijającą zabawką dla mojej 21-miesięcznej córeczki Zosi są wszelkie zabawy manualne, wykonywane z mamą. Tu Zosia przy wałkowaniu ciasta na pierniczki - zabawa była przednia, a Zosia ćwiczyła przy tym sprawność manualną. Jak to mówią, prace manualne pomagają odnaleźć spokój serca i duszy, rozluźniają umysł i nie tylko :) A wykonywane wspólnie z drugą osobą pozwalają tworzyć więź!



22 grudnia 2013

Przedświątecznie :)

Autor: Matka Browar o 23:16 17 komentarze Linki do tego posta
Matka nadaje już z domu rodzinnego, gdzie przywlokła się z familią na święta :) Oj moi drodzy, zapakowanie się do naszej Meganki z 2 dzieci, 2 wózkami (Graco podwójny został w Krakowie, bo prócz niego do bagażnika nic innego by nie weszło), i całym tym prezentowo-ciuchowo-kieckowo-garniturowo-kosmetykowo-jedzeniowo-medycznym asortymentem to była nie lada gratka. Podejrzewam, że spokojnie można by nas przyrównać do handlarzy z nieistniejącego już Stadionu Dziesięciolecia :D Mniej więcej tak przedstawiał się przedpokój u taty w domu po rozładunku:


Zosia ma z pobytu u dziadków masę frajdy. Właśnie zwłaszcza dziadków - obu - owinęła sobie wokół palca :) Robią jej samolot, a ona krzyczy "Dziadek wstawaj! Samolot!", i nie opuszcza ich na krok. W obu dziadkowych domach Zosia pomagała też przy ubieraniu choinki - podawała bombki traktując je czasem jak piłeczki ;) Ale wszystkie tą zabawę przetrwały!



Staś dalej daje nam czadu swoją płaczliwością. Teraz nie jest źle, bo jest tu cała rzesza ludzi do jego noszenia i rozpieszczania. Ale Matka musi mieć na uwadze, że po Nowym Roku wszyscy wrócą do swoich zajęć i od nowa zacznie się nasz sajgon "Mama z dwójką sama" ;) Co ciekawe, dziś usłyszałam, ze rozpieszczam synka, bo przy Zosi to był reżim ;)

Ach i jeszcze jedno. Dziś Matka dostała mega sympatyczną wiadomość - po raz pierwszy wygrałam coś w konkursie na blogu :) Wygraliśmy body :) Dziękujemy Kindze z bloga Drugi etat , bardzo nam miło :) Zadanie konkursowe polegało na odpowiedzi na pytanie:
"Wróć pamięcią do swojego dzieciństwa i opowiedz nam, co najchętniej podarowałbyś/podarowałabyś swojemu dziecku ze tamtych czasów, gdyby było to możliwe."

Oto moja odpowiedź:

Smaki z dzieciństwa
Myślę, że najchętniej podarowałam bym moim dzieciom poniższe smaki z dzieciństwa... Smaki, których już nie ma, a jeśli nawet są, to już nie mają takiego czaru jak dawniej, w czasach głębokiego PRL i we wczesnych latach dziewięćdziesiątych :) Smaki, za którymi sama tęsknię i wspominam z rozrzewnieniem, bo wspomnienia o nich łączą się ze wspomnieniami sielankowych chwil mojego dzieciństwa.

Zdecydowanym faworytem jest Vibovit :) Oczywiście wyjadany palcem! Ten kwasowy proszek, zlizywany z brudnego palucha i wydzielany po saszetce raz na kilka dni dawał tyle radości!
Obraz w treści 5

Kaskada – napój o bliżej nie określonym, cytrusowym smaku, moooocno gazowany, w szklanej brązowej lub zielonej butli. Najlepszy schłodzony, choć i ciepły smakował, a bąbelki wtedy jeszcze bardziej łaskotały w podniebienie. Pijąc Kaskadę wydawało nam się, że tak smakuje „wielki świat”.


Kasztanki – te czekoladki są na rynku i teraz. Jednak mnogość innych pralinek nie pozwala już tam mocno docenić tego wyjątkowego smaku.
Obraz w treści 9
Guma do żucia Turbo – niepowtarzalny smak i ta twardość gumy, zanim się ją przeżuło i można było puszczać balony. No i te fantastyczne historyjki z pięknymi samochodami i motorami!

Obraz w treści 2


Wafelek Kuku-Ruku - fajny, kakaowy smak, chrupkość i te cudowne naklejki, które można było kolekcjonować. Kuku-Ruku jest chrupiące i kosztuje 2 tysiące!


20 grudnia 2013

Pierwsze matkowo-córkowe rękodzieło

Autor: Matka Browar o 14:07 19 komentarze Linki do tego posta
Matka miała wczoraj wychodne!!! Z dalekiej krainy przyleciała Moja Guru Karolina i z powodu zapalenia spojówek jej córci Basi postanowiłyśmy spotkać się na herbacie - tylko we dwie ;) Jakże fajnie było się zobaczyć po kilkumiesięcznej przerwie! Nie mogłyśmy się nagadać, skakałyśmy z tematu na temat, stanowczo za dużo czasu poświęcając idiotycznej sytuacji w firmie naszych mężów. Ale jak o niej nie rozmawiać, jeśli dotyka nas do żywego...
Początkowo Matka myślała, że wyskoczy tylko na godzinkę, ale oczywiście to się nie mogło udać ;) Gdyby zresztą nie to, że już zamykali centrum handlowe, w którym siedziałyśmy na herbatce, to pewnie zostałybyśmy jeszcze dłużej :) W każdym razie P. fantastycznie poradził sobie z wieczornym ogarnianiem dzieciaczków i kiedy wróciłam, dawno już spały :) Oj potrzebne było Matce takie zerwanie się ze smyczy! Takie pozytywne babskie rozmowy, choć nie obyło się także bez łez i refleksji...

Dziś natomiast zafundowała sobie Matka osiedlowego fryzjera :) Wielkiej odmiany i szału nad szały nie ma, zwykłe odświeżenie cięcia. Tym razem obejdzie się wiec bez fotek ;)

A tu jeszcze wspólne moje i Zosi wyroby. Wczoraj wpadła Matka na pomysł, aby przy pomocy farbek w sztyfcie (które nadal są do wygrania w konkursie Matki Browar i Rybeni - o tutaj) stworzyć dla rodziny i przyjaciół kartki świąteczne. Oto efekty naszej wesołej twórczości ;) Kupa radości z tym była!

Najpierw Zosia kolorowała odrysowane przez Matkę kształty gwiazdek i choinek. 



 Potem Matka wycięła malunki
  I nakleiła je na kartki. Oto efekt.
Nasze pierwsze wspólne rękodzieło :)

Szkoda że Matka tak późno wpadła na ten pomysł, bo większość kartek świątecznych już od dawna jest u adresatów ;) Te dostaną więc jedynie wybrańcy ;)




18 grudnia 2013

Pełnia rodzi zombie

Autor: Matka Browar o 14:13 16 komentarze Linki do tego posta
Pełnia dziś w nocy była. I wczoraj. Nie wie Matka czy to za sprawą pełni, nadmiaru emocji, dużego tempa rozwoju, czy z jeszcze innego powodu, ale ostatnie dwie noce to był koszmar... Zosia wybudzała się o 4 i nie mogła zasnąć. Nie płakała - leżała, siedziała, wierciła się, gadała, zamykała oczy i nic. W poniedziałek trwało to 1,5h i skończyło się spaniem na podłodze z tatusiem. Oto dowód.

Dziś w nocy od 4 w ogóle już spania nie było...  Staś też wiercił się i stękał i jak już Zosia przydrzemała, to ją obudził... Matka wiec jest dzis zombie i ma nadzieje, ze wraz z pełnią miną dzieciakowe problemy ze snem...

Nadmiaru emocji mogła Zosi dostarczyć poniedziałkowa zabawa choinkowa na naszym osiedlu. Był Mikołaj z prezentami (lizaki), była Elfica, Aniołek, były kucyki, zimne ognie, światła, głośna muzyka. Zosia stała jak zahipnotyzowana. Niestety Matka była z nią tylko chwilę, bo zostawiony ze szwagierką Staś się obudził i musiałyśmy się wymienić. Oto więc Zosia z Mikołajem i szwagierką.




A wczoraj Matka udała się ze Stasiem do doradczyni laktacyjnej. Nasze problemy z karmieniem trwają dalej i Matka się bała, że skończyć się to może odrzuceniem piersi. Ta miła kobieta pomogła Matce przy problemach z karmieniem Zosi, postanowiłam wiec zaufać jej także teraz. Jakże słusznie! Po raz drugi w moim życiu usłyszałam że mam morze mleka, podczas gdy byłam pewna, że mam go za mało.

Matka czuje się podbudowana. Pani laktatorka po sprawdzeniu moich piersi i obserwacji "aktu karmienia" wytłumaczyła mi, że to już moje 2-gie dziecko, więc piersi szybciej doszły do formy i nauczyły się, że mają produkować mleko wtedy kiedy karmię - na bieżąco, dlatego nie są już takie pełne jak przy Zosi czy na początku karmienia Stasia. Bo mleko w nich nie zalega.
Prawdopodobnie problem z karmieniem w ciągu dnia polegał na złej pozycji, bo faktycznie czasem Matka trzymała Stasia niedbale, np przy kompie lub bawiąc się z Zosią. Staś się złościł, bo tak jak przy Zosi mam szybki wypływ pokarmu i w złej pozycji ten pokarm go zalewa. Mamy się więc karmić albo z rogalem, albo na leżąco... Złość i płaczliwość Małego Księcia to wynik zagazowania, bo nadal go brzuszek męczy. Pani - pokazała Matce jak nosić Stasia, aby mu w tym ulżyć - przodem do świata w formie krzesełka, kolankami dociskając brzuszek.
Pani laktatorka orzekła, że ja Matka to i bliźniaki by wykarmiła - tyle mam pokarmu. Za jej namową wczoraj odstawiłam mleko modyfikowane i na razie wydaje się być ok :) Ewentualnie na noc będę mu dawać w razie potrzeby. Staś waży 5250g, przybiera średnio 35-36g dobowo, czyli aż nadto. No i jest lekko utuczony przez to znienawidzone przeze mnie mleko modyfikowane ;)

Uwielbiam tą kobietę, po raz kolejny zmieniła matczyne nastawienie na pozytywne w sytuacji, która wydawała się niemal beznadziejna ;) Gdyby każda młoda mama spotkała na swojej drodze takiego kogoś, to pewnie wszystkie karmiłyby piersią.


16 grudnia 2013

No i jest - KONKURS!

Autor: Matka Browar o 20:38 22 komentarze Linki do tego posta
Niedziela tak jak i sobota upłynęła nam aktywnie, wesoło i przede wszystkim rodzinnie :)
Przy okazji spaceru na krakowski Rynek odkryliśmy świetną kawiarnię przyjazną rodzicom - Mamy Cafe. Dobra lokalizacja, piękny wystrój, fajna sala zabaw i świetne menu - uwzględniające także dzieci :) Zosia wyszalała się z dziećmi, potem ze smakiem zjadła dostępną tam zupę kartoflaną, a my z P. fantastyczną szarlotkę i kawkę. Sam spacer po Rynku średni - chyba już przejadły nam się te coroczne jarmarki bożonarodzeniowe ;)
A niedzielne popołudnie spędziłyśmy na twórczej zabawie :) Najpierw dekorowanie pieczonych w sobotę pierników - mała kuchareczka więcej ozdób zjadła niż wykorzystała, ale frajda była :)



A potem - zobaczcie sami ;)

Zosia szczęściara dostała w podarunku od Rybeni cudowną paczuszkę - a w niej farby w sztyfcie Playcolor Instant, kolorowankę z Rybenią oraz Puzzle do własnego pokolorowania - też z Rybenią.
Cóż to była za radość! Jak tylko Zosia zobaczyła pudełko z farbami oczy rozświetliły jej się niczym iskierki :)
Początkowo ubrana była w fartuszek, ale szybko okazało się, że tylko przeszkadza w zabawie, a farbki schodziły przy użyciu mokrych chusteczek - także z podłogi :)
Poniżej przedstawiam relację z naszej zabawy farbkami w sztyfcie Play Color. Właściwie to kto wie, czyja frajda była większa - Matki, czy Zosi :)






A oto Zosi interpretacja wizerunku Rybeni ;)

Miałyśmy też radochę z układania i malowania Rybeńkowych puzzli :P









Matka musi przyznać, ze farby w sztyfcie to fantastyczny wynalazek. Żadnych pędzli, wywalających się kubeczków z wodą, plakatówkowych smrodków itp. Bardzo fajnie się nimi maluje - kolory są wyraziste, farby nie brudzą rączek, a jeśli już, to zmywają się mokrą chusteczką. Wysychają bardzo szybko, więc to też ułatwia zachowanie jako takiego porządku ;) Tak więc nawet takie małe szkraby jak moja Zosia świetnie sobie z nimi radzą.


A TERAZ NIESPODZIANKA!

Z okazji przekroczenia 20 tysięcy wyświetleń bloga Matki Browar wraz z Rybenią mają dla Was KONKURS :) 

Zadanie konkursowe:
Proszę o odpowiedź na pytanie: Jak myślisz, dlaczego ten blog nazywa się "Matka Browar"?
Część czytelników zna prawdziwą odpowiedź na to pytanie, ale chciałabym, abyście użyli wyobraźni i podali śmieszne i ciekawe odpowiedzi. Wygrają dwie najciekawsze z nich - niekoniecznie prawdziwe :D Odpowiedzi podawajcie w komentarzach do tego posta.
Konkurs trwa od teraz - 16 grudnia do 31 grudnia :)

Są jeszcze trzy warunki wzięcia udziału w konkursie :)
1. Należy polubić profil Rybeni na Facebooku https://www.facebook.com/pages/Rybenia/607262992639411?fref=ts i napisać wraz z odpowiedzią konkursową jako kto polubiliście na FB.
2. Polubić profil Matki Browar na Facebooku https://www.facebook.com/matkabrowar1?ref=hl
3. Na swoim blogu wstawić poniższą grafikę konkursową z linkiem do tego posta i/lub udostępnić grafikę konkursową na Facebooku :)


Do wygrania:

Miejsce pierwsze:
zestaw farby w sztyfcie Playcolor Instant + dwustronne puzzle do własnego pomalowania

Miejsce drugie:
farby w sztyfcie Playcolor Instant


Miłej zabawy!

14 grudnia 2013

Piernikowa sobota :)

Autor: Matka Browar o 22:24 20 komentarze Linki do tego posta
Weekendy chyba mają to do siebie, ze są fantastyczne i rodzinne :D
Dziś wraz z cała familią wyruszyliśmy na Kraków ŁAŁ - targi Kids Fashion & Design.

Odbywają się one już po raz któryś z rzędu, w Forum Przestrzenie - najmodniejszym ostatnimi czasy miejscu spotkań w Krakowie. Forum to dawny hotel, który od lat stał zamknięty, zapomniany i nikomu nie potrzebny. To cudooowne, że teraz jest tam ta knajpa, na dodatek tak aktywnie działająca jeśli chodzi o imprezy, targi, spotkania i inne wydarzenia kulturalne :) I nawet własne lodowisko mają! A ja od lat mam takie marzenie, aby kiedyś wejść na piętra tego wymarłego hotelu i zobaczyć jak to wszystko teraz wygląda... :) Wszak kiedyś to był najnowocześniejszy hotel w Polsce!


Same targi bardzo ciekawe. Masa cudownego rękodzieła dla dzieci - kocyki, zabawki, ozdoby, ciuszki...


No i szafy dzieciaków wzbogacone o kolejne cudeńka :)
Zosia stała się posiadaczką świetnej spódnicy od midFASHION, komina od Little Sophie, opaski od La Lilu i kartonowych gwiazdek do kolorowania - jutro planujemy zabawę w kolorowanie :D
Staś natomiast dostał boskie spodnie-pumpy od La Mama. Będzie wyglądał czadersko!


 Po wszystkiemu był czas na kawkę i zabawy Zosi z innymi dziciaczkami, Staś natomiast wszystko przespał. Jest idealny na wszelkiego rodzaju wypady :D Był tez spacer brzegiem Wisły i szaleństwa na placu zabaw z wielką zjeżdżalnią :)


Popołudniu nasze mieszkanko zostało świątecznie udekorowane, a Matka wraz z Zosią upiekła przepyszne pierniczki! Co prawda składniki Matka zmieszała sama gdy latorośl jeszcze spała, ale Zosia i tak miała ogromną frajdę - wyrabiała, wałkowała i wykrawała ciasto, a potem obserwowała jak pierniczki się pieką :) Zanim część z nich została udekorowana (reszta jutro), nastąpiła oczywiście degustacja :) Wyszły pyszne! Przepis zaczerpnęłam z bloga Zielonej Shamandury.



13 grudnia 2013

Jak ryba w wodzie

Autor: Matka Browar o 21:37 15 komentarze Linki do tego posta
Coś pięknego... Matka miała dziś całe popołudnie DLA SIEBIE!
Rano Matka otworzyła manufakturę świątecznych kartek :) Już podróżują do adresatów :D

Zosia klei znaczki:

Natomiast popołudniu P. został z dziećmi, a Matka najpierw zajęła się bolącym ząbkiem u osiedlowej dentystki, a potem wraz z AnciąMamcią pławiła swoje ciałko w pobliskim basenie! Nawet na tą cześć powstał wiersz! Ależ mi to było potrzebne! Tak istotna, a ostatnio zaniedbywana nieco sfera mojego życia została lekko odgruzowana - ruch! Matka zażyła więc sporo ruchu, nagadała się i podbudowała tym, że jej jestestwo odziane w kostium kąpielowy nie odstrasza :D Jest dobrze!


Chcę więcej! Chcę tak co tydzień! Nie zawsze się pewnie uda, bo P. zbyt często jest nieobecny - ale Matka będzie walczyć :)




12 grudnia 2013

Różne cudeńka

Autor: Matka Browar o 16:43 16 komentarze Linki do tego posta
Matka była dziś "na chwilę" w Centrum Handlowym. Oczywiście tylko po koperty i odebrać wywołane zdjęcia z sesji, które mają posłużyć za kartki świąteczne. Ale był kiermasz rękodzieła, hihi ;) No i wiadomo,Matka się oprzeć nie mogła, więc Staś pod choinkę dostanie uroczego sensorka z metkami :) Nakupiła też Matka papieru do pakowania, tasiemek, no i mleko do kawy - tym razem owsiane. Pyszne!

Śpieszy Matka jeszcze donieść, że przedwczorajsze badania Stasia wykazały lekki spadek transaminazów - prób wątrobowych. Nadal są podwyższone, ale powoli spadają w stosunku do tych z dnia wyjścia ze szpitala 2 tygodnie temu :) Mamy więc mały progres, oby spadały dalej. Niestety z uwagi na koniec roku wszelkie kolejne wizyty i badania będą dopiero w styczniu :/

Sezon na upominki w pełni :)
Matka pochwali się co ostatnio otrzymaliśmy od naszych przyjaciół, ale i znajomych blogerek :)

Kilka dni temu Zosia dostała od naszych przyjaciół mikołajkowy prezent - drewnianą ośmiorniczkę, własnoręcznie wykonaną przez moją Guru Karolinę wraz z jej mężem. Karolina prowadzi 2 blogi:
http://francjapomojemu.blogspot.com/  http://www.kloceksznurekdeska.blogspot.com/
Ośmiorniczka z miejsca zyskała sympatię Zosi i mimo, że chwilami złości się, że któraś mała ośmiorniczka nie pasuje tam, gdzie chciałaby ją wcisnąć, to zabawa jest przednia :)


Staś natomiast w dniu wczorajszym otrzymał cudne szydełkowane butko-skarpetki od Gosi z bloga http://matka-po-raz-pierwszy.blogspot.com/ Serdecznie za nie dziękujemy!


Oto i model w butkach :) Są śliczne, precyzyjnie wykonane i ciepłe! Czuję, że przydadzą nam się w Święta :)


A oto i jeszcze jeden upominek :) Przyjaciółka wysłała nam płytę z kołysankami dla Stasia i Zosi, ale i dla Matki coś się w przesyłce znalazło! Kawka Machiavelli Cafe - Napoli, pachnie bosko! Jeszcze niestety jej nie wypróbowałam, bo kawa jest ziarnista, a młynka do kawy nie posiadam - ale pożyczę :) Przyszło Matce do głowy, że takie pyszne kawusie, ale i fajnie pakowane herbatki to fajny pomysł na świąteczny upominek na bliskich. Gdyby ktoś chciał się rozeznać w temacie, załączam link do oferty firmy BONAPLUS, pod którym takie cuda można zakupić :) http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=34902103



 

Matka Browar w Niemczech Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez