Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lenistwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lenistwo. Pokaż wszystkie posty

22 września 2013

Gotujący małżonek

Autor: Matka Browar o 14:02 14 komentarze
Dziś będzie post pochwalny dla mojego kochanego męża :)
P. uwielbia gotować. I robi to fantastycznie! Fakt że nie zawsze jest  w domu, a jak jest, to nie zawsze ma czas czy chęć, ale jak już stanie przy garach, to potrafi wyczarować na prawdę boskie dania... Jego wołowinę po burgundzku zna wiele z naszych znajomych. Guacamole - cud miód! Bajeczne sałatki, smakowite pasty czy fantastyczna domowa pizza to tylko kilka potraw z jego repertuaru. Nawet zwykłe kanapki w jego wykonaniu przestają być tylko kanapkami.
Mieć takiego męża to skarb! Matka jest przeszęśliwa, bo zwykle w weekendy kuchnia należy do P., a ona może się oddawać błogiemu lenistwu :D Tak więc w momencie kiedy Matka siedzi i klepie dla Was kolejnego posta, p. szaleje w kuchni tworząc risotto z cukinią, kurczakiem i szpinakiem :) Dla ciekawskich - Zośka śpi :) Zasypianie bez smoczka nie jest już problemem - po 10 dniach pełen sukces i przespane nocki :D
Wracając do tematu pichcącego męża - znana z lenistwa Matka nie mogła więc lepiej trafić :) Zwłaszcza, że w kuchni działa raczej z musu, niż z przyjemności. Za to Matka kocha piec ciasta, o czym już tutaj wspominała.
Hmm, właśnie, a może by Matka dziś coś upiekła... Nie ma to jak zapach domowego ciasta w niedzielne popołudnie :)

Poniżej kilka z mężowych wytworów :) Chyba Matka musi im częściej fotki robić...







12 września 2013

Twarde dowody...

Autor: Matka Browar o 14:44 6 komentarze
Matka niedawno wróciła ze spaceru ze swoją latoroślą. Och, jakże oburzona wróciła! Bo latorośl w biały dzień, na placu zabaw (przeznaczonym jak by nie było dla DZIECI) wdepnęła w psie nie powiem co. Matka nie od razu to spostrzegła, a latorośl biegała, kucała, właziła do swojego rowerka, wyłaziła - skutkiem czego również spodnie latorośli zostały szlachetnie umazane psim nie powiem czym.
Ok, ja wszystko jestem w stanie zrozumieć. No, prawie wszystko. Ale nie psie nie powiem co na placu zabaw, gdzie stoją tabliczki wyraźnie zakazujące wstępu z czworonogami! Czy tak dużo trzeba mieć wyobraźni, żeby zrozumieć, że plac zabaw nie jest odpowiednim miejscem na spacery z czworonogami?! Psie niespodzianki to jedno, a agresywność zwierzaków w połączeniu z nieprzewidywalnym zachowaniem biegających maluchów to drugie...
I teraz będzie ostro. Cholerny bezmyślny właścicielu rzeczonego psa, gdyby Matka dorwała Was na gorącym uczynku, to by Ci to psie nie powiem co wtarła w Twoje spodnie. Ot, taki kaprys. Bo czy takim gigantycznym wysiłkiem jest primo - szanowanie ustalonego na osiedlu regulaminu, secundo - zabranie ze sobą na spacer woreczka, tertio - schylenie się i sprzątnięcie wytworów swojego pupila?
Na prawdę, niektórzy chyba nie dorośli do tego, żeby mieć zwierzaki...

A z innej beczki, coby nastrój załagodzić. Staliśmy się wczoraj posiadaczami nowego wózka. Wózka podwójnego, tzw. rok po roku. Używka, z Gumtree (kurde, nie da się niczego nie reklamować), w świetnym stanie. Matka całkiem zadowolona, choć długie toto i ciężkie cholernie (w porównaniu z naszą parasolką wszystko takie będzie... ;) ). No i zajmuje calutki nasz bagażnik ;) Zośka przewiozła tyłeczek i chyba zaakceptowała - się okaże na pierwszych spacerach ze Stachem :) Tak więc do pełni wyposażenia dziecięcego brakuje nam jeszcze tylko pieluszek i kołyski. I za jakieś 5 tygodni... będzie się działo ;)


Źródło: http://www.poniedzialek.pl/pl/p/Tablica-AW026-Zakaz-wprowadzania-psow-na-teren-placu-zabaw/383




11 września 2013

Na tapczanie siedzi leń...

Autor: Matka Browar o 13:38 13 komentarze
Matka ma dziś totalnego lenia... 
Nockę miała nieciekawą, bo Zośka pojękiwała, a Staś-kickboxer tańcował... Do tego pogoda iście barowa, ale że Matka do baru pójść nie może, to się dziś obija... 
Ze spaceru nici, bo deszcz, do sprzątania weny nie ma (jakby kiedyś była...), no może pranie jakieś się zrobi... Ale to się nie liczy, bo pranie samo się robi. Obiad będzie ekspresowy z mrożonki "Warzywa na patelnię", a Zośka dostanie słoiczek. Nie zamierza Matka się tym stresować i mieć niepotrzebnych wyrzutów sumienia - wszak słoiczek według producentów to "środek spożywczy, który dostarczy dziecku wielu składników odżywczych niezbędnych do prawidłowego rozwoju". Więc Matka będzie dobrą matką i zadba o prawidłowy rozwój Zośki :D
Przecież lenistwo to nie grzech, prawda? Ja już dawno porzuciłam perfekcjonizm domowy na rzecz domowego realizmu. Perfekcyjną Panią Domu na pewno być nie zamierzam. Trochę kurzu i obiad z gotowca jeszcze nikomu nie zaszkodziły.
Za to Matka kontynuuje handlarskie interesy i nieźle jej to idzie. Nawet niedowiarek P., który uznawał to za marnotrawstwo czasu, sam zaczął podsuwać Matce coraz to kolejne graty do wystawienia. HA!
Jestę handlarą!



09 września 2013

Odwieczny problem - co ugotować?

Autor: Matka Browar o 16:22 8 komentarze
No ja cież pierdzielę, czy Wy też tak macie?

Codziennie lub co dwa dni rozkmina z głową w lodówce - co by tu ugotować? Bo wiadomo - trzeba w miarę zdrowo, no bo ciąża, bo waga, bo Zośka je to samo co my. Może zupkę? Może pastę? Mięsko? Coś z parowaru?
Jak już Matka postanowi, albo znajdzie fajny przepis (Kocham Cię Internecie!) to zwykle okazuje się, że jakiegoś niezbędnego składnika brak i trzeba drałować do sklepu... A do dobrze zaopatrzonych sklepów daleko, no i tak się to kręci... A Matka cholernie leniwa jest niestety i przyzna się szczerze, że najchętniej to by wykupiła jakiś zdrowy catering z dowozem do domu :D Albo stołowała się dzień w dzień na mieście, ale domowy budżet by tego nie wytrzymał...

Bo z Matki jest kiepska gospodyni, czas to otwarcie przyznać. Niestety nie dane jej było urodzić się z kulinarnym polotem... Wystarczy napomknąć, że jak Matka na 1 roku studiów miała ugotować ryż w woreczku, żeby zaimponować P. ryżem słodko-kwaśnym z łowiczowskiego słoika, to kończyło się rozgotowanym ryżem i płaczem... Choć z upływem lat coraz lepiej jej niektóre potrawy wychodzą. O, ciasta na przykład to skromnie przyznając Matka piecze całkiem smaczne! I co ważne - piec je lubi. A jeszcze bardziej zjadać!

I tak dziś Matka miała postanowienie - będzie krem marchwiowo-imbirowo-pomarańczowy (polecam, boski przepis http://www.kwestiasmaku.com/kuchnia_polska/zupy/marchewkowa/przepis.html). Zośka lubi, P. lubi, no i Matka oczywiście też. Ale po zwiedzeniu 3 warzywniaków i powrocie bez świeżego imbiru zamiast wspomnianego kremu ugotowała krem marchwiowo-cynamonowy z lanymi kluseczkami. Pietruszeczkę ciach ciach ciach, marcheweczkę ciach ciach ciach, doprawiam do smaku... I co? Jaki będzie werdykt??? Tester w postaci Zośki zaakceptował - uff ;)

Bo Matka z tego lenistwa to jak już robi zupę, to zupa jest daniem głównym. Drugiego dania brak. Koniec i kropka.






 

Matka Browar w Niemczech Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez