31 marca 2014

Jeden z tych zwykłych dni...

Autor: Matka Browar o 17:22 23 komentarze Linki do tego posta
Tak sobie myślę, że jeszcze nigdy nie pisałam Wam mojego rozkładu dnia ;) Oto więc streszczenie dnia dzisiejszego:
- pobudka wyjątkowo późno - o 7:15,
- ogarnięcie siebie i 2 dzieci,
- śniadanie; "Zosiu, nie baw się jedzeniem",
- "Ząbki nie!" czyli codzienna przeprawa z myciem zębów Zosi,
- upierdliwy telefon od upierdliwej Konsultantki z Plusa: "Może pani chce tablet za 3zł i abonament na internet za 50zł? Dlaczego nie, to taka fantastyczna oferta! Proszę się jeszcze zastanowić Pani Anno. Konkurencja tego Pani nie zaoferuje. A moze chce pani przenieść numery bliskich do Plusa?". NFW!
- Staś przy piersi,
- kupa Stasia,
- przychodzi niania i bawią się z Zosią ciastoliną,
- awantura Zosi o to, że nie chce iść na spacer,
- kupa Zosi i awantura o to, że nie chce zmienić pieluszki,
- hiseryczny płacz Zosi o to, że nie chce dziś iść do Pani doktor,
- zdrapywanie wgniecionej ciastoliny z czystych przed sekundą spodni Zosi,
- wyprawienie dwójki latorośli na spacer z nianią,
- 3 pralki prania i ich wieszanie,
- szybkie zakupy w Lidlu,
- jeszcze bardziej ekspresowe odkurzanie domu,
- Staś przy piersi,
- wyprawa z dwójką maluchów i nianią do przychodni,
- mega histeria w przychodni z powodu bilansu dwulatka - przy ważeniu, mierzeniu i podczas całej wizyty u lekarki...
- "Mamusiu, ja chce ciasteczko!!!" NFW!
- szczepienie Stasia z jedynie kilkoma sekundami płaczu przy samym wkłuciu... Dzielny chłopak!
- Staś 7340g, 66,5 cm; Zosia 13500g, 90 cm.,
- W aucie "Mamusiu, nie jedziemy do domku!"
- W domu: "Mamusiu czemu poozyłaś biedrone Tosi na kanapie? Tosia jeździ!",
- kupa Stasia,
- upierliwy telefon od upierdliwego konsultanta z Banku Pekao sa - moze pani chce druga kartę itd. NFW!
- pierwszy obrót Stasia na brzuszek - późno w porównaniu do Zosi,
- przygotowywanie ekspresowego obiadu - bo już późno,
- Zosia woła "mama chodź, mama chodź, Zosia spadnie!". Przychodzę - Zosia stoi na parapecie... Zawał!
- 40 minutowy obiad i przypominanie Zosi o nabiciu i włożeniu do buzi każdego kolejnego kęsa...
- położenie Zosi na drzemkę - "Mama położy sie razem z Tosią", "Mama, co lobis?", "Przykryć Tosię"...
- Zosia zasypia,
- kupa Stasia,
- obiadek Stasia
- i jest! Chwila dla siebie! Kawa!!!
- a nie, jednak nie - kupa Stasia,
- wizyta listonosza z przesyłką dla Zosi :) Adresatka śpi, więc nie otwieram :)
- prasowanie? W D... mam prasowanie, napiszę dla Was posta ;) Piszę więc. I piję zimną kawę.

Już 17. Zaraz z pracy wraca P. - bo wyjątkowo dziś i jutro jest na miejscu. Wyjdzie z Zosią na spacer, Staś zostanie ze mną w domu, bo świeżo zaszczepiony. A może na odwrót? Potem kąpanie obojga, położenie ich spać. Kolacja i wreszcie chwila dla siebie, dla męża... Uff.

A oto zdjęciowy bilans weekendu - fantastycznego, rodzinnego weekendu na świeżym powietrzu, na łonie przyrody.

W sobotę rano uczestniczyłam w warsztatach szycia na maszynie, prowadzonych przez rewelacyjną Kurę D.  Oto mój uszytek - kosmetyczka :) Niby trudna, a okazało się, że wcale nie :)

Wypad nad Zalew Nowohucki :)

Niedzielna wycieczka do Puszczy Niepołomickiej i Niepołomic wraz z plenerowym obiadkiem :)



28 marca 2014

Matkowe testy produktów BabyOno

Autor: Matka Browar o 16:07 7 komentarze Linki do tego posta
Kolejny piątek przynosi kolejną recenzję w ramach współpracy z portalem MAMFIA :)
Tym razem na tapecie produkty firmy BabyOno.
 

Łyżeczka elastyczna BabyOno, 6+ 


Przydała się przy naszym rozszerzaniu diety :) W opakowaniu są 2 sztuki. Fajne, wesołe kolorki i miłe tworzywo spowodowało, że łyżeczki na pierwszy rzut oka przypadły mi do gustu. Po przeprowadzeniu testów na moich małych królikach doświadczalnych mam o nich następujące zdanie:


Zalety:
- miękka i nie kaleczy dziąsełek i buzi maluszka,
- bardzo wygodnie się ją trzyma, bo jest odpowiednio wyprofilowana,
- wąska i nieduża, mieści się do maleńkiego pyszczka. Dzięki temu zawartość łyżeczki sprawnie trafia do buźki Stacha, ale i do większej buzi mojej Zochy, co widać na załączonych zdjęciach :)
Moja Zosia, podpatrzywszy że Staś ma nową łyżeczkę też takiej zażądała. Dobrze więc, że opakowanie liczy 2 sztuki :)



Po miesiącu testów, bo mniej więcej tyle użytkujemy tą łyżeczkę mam też spostrzeżenie, że z 4 rodzajów posiadanych przeze mnie łyżeczek to właśnie BabyOno najsprawniej ładuje jedzonko do buzi malucha :) Staś jakoś tak sprawnie zgarnia z niej zawartość, nie rozbryzgując przy tym jedzonka wokół - a tak czasem dzieje się przy innych łyżeczkach.



Wady:
- mogłaby być nieco dłuższa - przy wyższym słoiczku trzymające ją place Matki brudzą się ;)
- odbarwiła się już po pierwszym spotkaniu nie z marchewką, a słabszą kolorystycznie dynią. Im dłużej użytkowana, tym przebarwienia się zwiększają.
 

Ogólna ocena:
Fajna łyżeczka. Poleciłabym ją jako pierwszą łyżeczkę maluszka.


Płatki kosmetyczne dla niemowląt BabyOno, 0+


Mój P. ciągle mi powtarza, że Staśko już jest za duży, żeby nadal przemywać mu buźkę płatkami kosmetycznymi  umoczonymi w przegotowanej wodzie. Może i tak, ale nie umiem się wyzbyć tego zwyczaju :) Dlatego chętnie przetestowałam płatki BabyOno i oto co mam o nich do powiedzenia:


Zalety:
- są duże. Ja zwykle dzielę taki płatek na kilka części i każdą z nich przemywam inny fragment buźki Stasia.
- są bardzo miękkie i delikatne, a więc nie podrażniają wrażliwej skóry noworodka i niemowlaczka.  Oczywiście nie omieszkałam wypróbować ich na sobie przy zmywaniu makijażu - poradziły sobie bardzo dobrze, choć nieco zbyt szybko namakały - o tym poniżej :)
- strunowe zamknięcie opakowania pozwala zabezpieczyć płatki przed kurzem, wilgocią.

Wady:
- cieńsze niż ich odpowiedniki innej firmy, przez co są mniej wydajne. Bardzo szybko namakają przy przemywaniu buźki niemowlaczka (i mojej własnej), zwijają się przy tym i trzeba ich zużyć nieco więcej, niż innych płatków.
- opakowanie nie posiada sznureczka do zawieszenia. U nas opakowanie z płatkami zwyczajowo wiesza się na termostacie kaloryfera. W przypadku tych płatków jest to jednak niemożliwe - trzeba szukać innego miejsca na ich przechowywanie.


Ogólna ocena:
Jednak pozostanę przy tych, których używałam do tej pory ;)

Jeśli chcecie przeczytać co inne mamy mają do powiedzenia na temat tych produktów - zapraszam na raport na Mamfii :)

24 marca 2014

Jubilatki dwie

Autor: Matka Browar o 22:07 22 komentarze Linki do tego posta
Prawie tydzień Matki na blogu nie było... Jakoś ostatnio trudno pogodzić chęć pisania, udzielania się w social mediach, chęć szycia na maszynie, czytania książek i spędzania czasu z mężem z wychowywaniem dwójki dzieci ;)
Co do szycia na maszynie - oto mój urodzinowy prezent dla Zosi, jak to obdarowana mówi "Mama siama zobiła. Na masynie". Pokraczna Pani Królik ;)



Jesteśmy po mocno imprezowym weekendzie. W sobotę bawiliśmy się na Roczku Natalki - urodzonej dokładnie tego samego dnia co Zosia. Tematem przewodnim imprezy była Myszka Minnie. Mała Jubilatka prezentowała się fantastycznie! Zosia bawiła się przednio - żelki, ciasteczka, paluszki i nie swoje zabawki :D




W niedzielę natomiast to nasza Zosia świętowała swoje drugie urodziny w gronie najbliższej (ale licznej) rodziny :)


Szał ciał! Cudowne prezenty - rowerek Puky, 2 zestawy ciastoliny, obszerny zestaw do gotowania, zestaw małego lekarza, klocki Lego Duplo, diadem i berło, radioodtwarzacz, płyta z wierszami Brzechwy, puzzle, przepiękne ciuszki... :) Był tort z ukochanym Krecikiem, były balony i serpentyny, były tańce i śpiewańce :) Nerwowo też bywało - dzięki Ci mężu...









W każdym razie impreza udana, a Jubilatka zadowolona - to jest najważniejsze :)

Stasio też został obdarowany, a jakże (bo czyta to pewnie jeden z jego obrońców ;) Oto jeden z jego prezentów.



18 marca 2014

Drugie urodziny mojej słodkiej Zosi :)

Autor: Matka Browar o 21:22 31 komentarze Linki do tego posta
Moja mała dziewczynka kończy dziś 2 latka...

 Jedna z pierwszych fotek :)


 Zupełnie nie wiem kiedy to zleciało - to jak mrugnięcie powieką... Tak niedawno, dopiero co położyli mi to wyczekane, ciepłe, małe, bezbronne ciałko na moim brzuchu, dopiero co poznawałyśmy siebie na wzajem. Ileż to cudownych, radosnych wspomnień! Pierwszy uśmiech, pierwsze MAMA, pierwsze kroczki... A teraz po mieszkaniu biega charakterna, radosna, sprytna i - śmiem twierdzić - inteligentna mała dziewczynka z błyskiem w oku. Ogromnie rozgadana, doskonale wiedząca czego chce. Niezwykle melodyjna - kochająca muzykę, taniec, podśpiewująca zarówno dziecięce przeboje ze swojej i mojej ery, ale i współczesne przeboje z radia. No i Get Down oczywiście ;) Wielka fanka ciastoliny, puzzli i książeczek, czuła siostrzyczka dla swojego braciszka, ukochana wnusia dla swoich dziadków. Dziarsko wspinająca się na wielkie zjeżdżalnie i wszelkie bujaczki, budująca fantastyczne babki z piasku, kochająca się huśtać "wysioko, do nieba!". Tak wiele mogłabym dziś tu o niej napisać... Ileż radości sprawia mi obserwowanie jej każdego dnia - tego jak się rozwija, jak szybko i chętnie uczy się otaczającego ją świata... Choć tak mocno chwilami daje mi w kość, czuję, że wyrośnie z niej fantastyczna babka, przebojowa i nie dająca sobie w kaszę dmuchać :) A że uparta, że nerwowa? No cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni ;)


Świętowanie urodzin Zosi zaczęliśmy już wczoraj. Do Krakowa zajechał mój tata ze znajomą i zaprosił nas na przepyszny obiadek. Zosia zafasowała malutki torcik, który przydał się nam dziś - bo właściwe świętowanie w gronie rodziny będzie dopiero w niedzielę.

A dziś już od rana wprowadzałam ją w urodzinowy nastrój - chciałam aby czuła, że to dzień inny niż wszystkie. Było Sto Lat, świąteczne śniadanko, był prezent od niani, dmuchanie świeczuszki i torcik. Były balony i  życzenia od koleżanek, kolegów i ich opiekunów na placu zabaw. Był prezent od tatusia - giga lizak Chupa-Chups. No cóż, kiedy jak kiedy, ale w urodziny przymknęłam na to oko ;)






Popołudniu natomiast zabrałam Zosię do bawialni, a P. w tym czasie składał jej nowe łóżko - prawdziwe, duże łoże :) Prezent urodzinowy od nas, w którym już smacznie śpi. Mam wielką nadzieję, że to dorosłe łoże pomoże nam zażegnać problemy z płaczliwymi pobudkami w środku nocy.

Ten wypad do bawialni to był fantastyczny czas dla nas obu - tak rzadko mam szansę spędzić czas z Zosią tylko we 2... I brakuje mi tego! Moja mała Jubilatka właziła na najwyższe piętra w małpim gaju, a potem ja musiałam się tam wspinać i ją stamtąd ściągać, bo sama bała się zejść ;) I nie, nie broniłam jej kolejny raz znów się tam wspinać - niech stawia przed sobą wyzwania, niech przełamuje swoje lęki.



Zaliczyłyśmy też wspólne, babskie zakupy w ciucholandzie. Rety, jakaż to była frajda dla mojej małej dziewczynki, kiedy bez końca mogła grzebać w koszach z małymi ciuszkami i wybierać co jej się podoba :)

Cudowny to był dzień :)



17 marca 2014

sZyciowe początki

Autor: Matka Browar o 21:41 20 komentarze Linki do tego posta
Melduje się po intensywnym weekendowym kursie szycia na maszynie dla początkujących. Cała i zdrowa, bez przeszytych palców - a i takie historie się zdarzały ;) I z głową pełną pomysłów.

Faktycznie intensywny to był kurs. Przez 6 godzin każdego z dwóch dni nauczyliśmy się naprawdę sporo praktycznych rzeczy, które pozwolą na uszycie wielu cudowności :D  Uczęszczałam na niego wraz z kumpelą, którą namówiłam aby poszła ze mną, a która radziła sobie przefantastycznie, duuużo lepiej niż ja :D

Na początku było nieco teorii, a potem prowadząca zapoznała nas z różnymi rodzajami ściegów. Następnie każda na swojej maszynie wykonywałyśmy rożne rodzaje zespoleń 2 fragmentów materiału. Ha! Teraz już mogę szyć pościele, cuda mogę robić! Stebnowanie, ścieg francuski - każdy od teraz jest mi już znajomy :D No i mam ściągę, coby ich nie zapomnieć ;)



Żebym tylko jeszcze umiała szyć prosto lub chociaż według linii :) Bo różnie to z tym bywało, zresztą zdjęcia mówią same za siebie :D Te moje koła (zębate), koślawe gwiazdeczki, kieszonka w kształcie Polski i pijane linie :D Trenować, trenować i jeszcze raz trenować trzeba! Żeby tylko jeszcze dzieci chciały mi na to pozwolić... Dziś rozstawiłam maszynę i jak nie jedno, to drugie wymagało mojej uwagi. A teraz z kolei hałas maszyny może obudzić śpiącego z nami w salonie Stasia. Kurdesz no!


 


Przez te dwa dni nauczyłam się także robić dekolt z obłożeniem i szyć overlockiem. Umiem też przyszywać kieszonkę, wszywać suwak. Już wiem co to rygielek, co to szycie na stopkę. Sama wykonałam pokraczną sukieneczkę dla lalki z marszczeniem, sama uszyłam poszewkę na poduszkę z krytym suwakiem :D Dalekie to wszystko od ideału, ale ile dało mi radości! I wszystko w naprawę świetnej babskiej atmosferze. Wraz z innymi kursantkami stwierdziłyśmy, że w tych wszystkich kołach gospodyń wiejskich i kołach hafciarek było coś fantastycznego ;) Ploty przy kreatywnej babskiej robocie - trzeba by cos takiego wskrzesić :D




W sobotę wszystkie szyłyśmy na identycznych, starych Łucznikach. Drugiego dnia szyłam już na własnej maszynie - też Łuczniku, ale brand new ;)



Najchętniej szyłabym dziś cały dzień. Koniecznie muszę wybrać się do hurtowni po materiały. No i ćwiczyć, ćwiczyć - bo pomysłów w głowie cała masa! Przytulanki dla dzieci, ozdoby świąteczne, kocyk dla Zosi, dekoracje do dziecięcego pokoju, spodnie dla dzieciaczków...

Dlatego już za 2 tygodnie kolejny mały kursik, a potem może i kolejne :)
Idę za ciosem!


 

Matka Browar w Niemczech Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez