Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą goście. Pokaż wszystkie posty

12 stycznia 2014

Szklana pogoda

Autor: Matka Browar o 14:51 16 komentarze
Na wstępie Matka chciała podziękować Wam za wszystkie miłe komentarze pod poprzednim postem i zawarte w nich życzenia zdrowia dla Stasia i pozytywnej energii dla nas - rodziców. To Wasze wsparcie wiele dla mnie znaczy...
Tak jak planowałam, byłam w piątek ze Stasiem u lekarza. Niestety jednak beztroska pani doktor powaliła mnie na kolana - owszem, wyniki nie są dobre, ale są dzieci, które mają dwa razy gorsze... Pani doktor nawet nie obejrzała Stasia "bo po co go budzić?". Ech... Tak więc mamy czekać kolejny miesiąc i właściwie nic nie robić, poza podawaniem 2 leków, które jakoś przez ostatni miesiąc poprawy nie przyniosły... Oj nie, ja nie jestem z tych, które będą czekać aż będzie tylko gorzej... Będziemy więc chcieli umówić się prywatnie do poleconej lekarki - może tam dowiemy się czegoś więcej... Tyle na ten temat, bo nie chciałabym nadmiernie zalewać Was moimi frustracjami.

Podzielę się z Wami za to moimi radościami :) Zarówno piątek, jak i sobota upłynęły mojej rodzince pod znakiem sympatycznych spotkań towarzyskich :) W niedzielę wybraliśmy się do sąsiadów, gdzie Zosia szalała ze starszą o rok Anetką i dostała od niej wieeele dowodów miłości :) My natomiast nadrobiliśmy zaległości w ploteczkach ;) A wczoraj to my gościliśmy naszych przyjaciół i nie mogłabym przemilczeć tu fantastycznych osiągnięć kulinarnych, jakie przygotował dla nas mój P.:) Była zupa z pieczonych papryk i pomidorów, była cudowna Foccacia (ktoś tu wie, skąd inspiracja na te dania ;), była pieczona pierś z kaczki z sałatką z roszponki, pomidorków cherry i żurawiny polanej octem balsamicznym, a na deser moje muffiny marchewkowe :) Niestety zanim pomyślałam o pstryknięciu fotek dla dokumentacji tych cudowności, zniknęły już z talerzy... ;( Było pysznie, sielsko i anielsko ;) Nawet dzieci dostosowały się do tej przyjemnej atmosfery dając nam porozmawiać, przesiedzieliśmy więc w tym miłym towarzystwie od 15 do 22 :)

Kto mnie trochę zna, ten wie, że spotkań i rozmów z ludźmi potrzebuję niczym tlenu... Naładowałam więc akumulatory na tak ponurą, deszczową i samotnie spędzoną z dziećmi niedzielę, bo P. wyruszył nad ranem w podróż służbową. Myślałam, że zabiorę dziś dzieciaki na WOŚP - Zosia miałaby nie lada frajdę z serduszek - ale nic z tego...

Jedynym zdjęciem w dzisiejszym poście niech będzie wizerunek Zosi po spotkaniu z flamastrami ;)



02 stycznia 2014

Świąteczno-noworoczne podsumowanie :)

Autor: Matka Browar o 16:43 17 komentarze
Oj dłuuugo mnie nie było, rok cały ;) Ale w ostatnich dniach tyle sie działo, że aby to wszystko Wam opisać, musiałaby Matka stworzyć posta - tasiemca ;) Dlatego bedzie to częściowo fotorelacja, choć nie taka obszerna jakbym chciała, bo nie chcę umieszczać tu wizerunków osób, które niekoniecznie by sobie tego życzyły... ;)

Jak wiecie od 1,5 tygodnia jesteśmy z rodzinką w Kielcach, w domu mojego Taty. Wigilie były u nas dwie - w domu rodzinnym Matki i w domu rodzinnym P. Oj, a prezentów dzieciaki dostały ilość nie do opisania! Matka śmiało mogłaby otworzyć sklep z zabawkami oraz odzieżą dziecięca. I jest teraz niemały problem - jak sie z tym zabrać do Krakowa i gdzie to pomieścić na naszym giga metrażu ;) Miała Matka zrobić tu spis wszystkich prezentów, ale temat już nieco zwietrzały, będzie więc najwyżej w kolejnych postach omawiać najbardziej sprawdzające się zabawki :) Najwięcej radości przyniosła Zosi chyba książka Zima na ulicy Czereśniowej, śpiewająca lala i tablica-znikopis :)





W pierwszy dzień Świąt odbyły się Chrzciny Stasia. I oczywiście wypadły super!  Staś większość mszy przespał, nawet woda święcona nie zrobiła na nim wrażenia! U nas w rodzinie chrzciny obchodzi się niczym małe wesele, wiec było nas 40 osób :) Atmosfera boska, bohater grzeczny, jedynie jego siostra ze zmęczenia i nadmiaru emocji była bardzo marudna... Niestety Matkę z racji karmienia i przewijania na zmianę obu szkrabów wiele zabawnych sytuacji ominęło...












I były to na pewno pierwsze Święta, kiedy Matka się przesadnie nie objadła - z racji karmienia i diety bezmlecznej moja Wigilia ograniczyła się do czystego barszczyku, sałatki jarzynowej i łososia :) A na deser keks!
W Święta oba maluchy się nam zakatarzyły. Do Stasia wezwaliśmy lekarkę, ale na szczęście poza wirusowym gardełkiem wszystko ok - inhalacje, oklepywania itd.  Dobrze ze w naszym ogromnym niczym u handlarzy majdanie znalazł się inhalator/nebulizator! Zosia za to od wczoraj ma wielką dziś ma chrypkę i coraz gorzej oddycha - dziś na 20 lekarz... Matka ma nadzieję, że nic poważniejszego z tego nie wyniknie...


W piątek po świętach Matka i P. porzucili dzieci u dziadków i wybrali się na pierwszą od wielu miesięcy randkę w kinie :) Wybór padł na Hobbita. Film niezły, efekty świetne! Zleciał szybciej niż pierwsza część i trzecią jak już się pojawi, też z chęcią obejrzę.

Na 2 dni odwiedzili nas tu znajomi z Francji - moja Guru Karolina z mężem oraz słodką Basią i uroczym Stasiem. Och jak przyjemnie gwarno było w domu przy tych 4 maluchach! Spędziliśmy razem świetny czas, łącznie z Sylwestrem, na który dołączyli do nas kuzynka P. z ojcem chrzestnym Zosi i 2 dzieci. Sześcioro dzieci w jednym pokoju to było wyzwanie :D Uroczy chaos trwał aż maluchy poszły spać, a potem błoga sielanka przy suto zastawionych stole :) Był oczywiście i szampan (oraz Picolo dla matek karmiących ;) ), ale też i fajerwerki :)

W Nowy Rok poszliśmy na 4h spaceru. Oj dawno nie spacerowałam aż tak długo i to po moim rodzinnym mieście ;) I to chyba właśnie ten spacer pogorszył stan gardziołka Zosi...



Staś w Kielcach jest niebywale grzeczny, cały czas się śmieje i guga :) No cóż, widać ze charakter to on ma po mamusi - lubi być w centrum uwagi ;) A Zosia z każdym dniem się rozwija, nauczyła się wielu nowych słów, tworzy zdania z 3, 4 słów z zabawnym szykiem przestawnym, liczy (Eden, dugi, czeci, szósty), dopowiada wierszyki :) Uwielbiam widzieć jak poświęcony jej czas owocuje!
Tak więc jak widzicie Matka w Kielcach odpoczywa :) Wysypia się, bo dzieci wstają po 8, nie musi codziennie gotować, sprząta też mniej niż w domu :) No i napawa się tym, że rodzinka w komplecie! Cudowne są te nasze wspólne leniwe poranki, kiedy we 4 lądujemy w jednym łóżku :) I te liczne spotkania towarzyskie! Chwilo trwaj!

09 grudnia 2013

Mikołajkowy weekend z giga dawką endorfin

Autor: Matka Browar o 15:21 25 komentarze
Oj zaniedbała Matka bloga ;) Aż nie wie od czego zacząć, tak wiele się działo w ostatnich dniach! Spędziliśmy cudowny, rodzinny i bardzo aktywny weekend i naładowana pozytywną energią mam siłę stawić czoła kolejnemu tygodniowi bez P. :)

MIKOŁAJKI
Oczywiście do dzieci przyszedł Mikołaj. Przyszedł w nocy i zostawił prezenty przy łóżeczkach, coby maluchów nie wystraszyć swoim wizerunkiem ;) Oj masa tego była, pozwólcie że nie będę wymieniać, zapodam tylko kilka fotek :)



Przyszedł do nas także Mikołaj od sąsiadów ;) Zosia dostała nie uwieczniony jeszcze na zdjęciach fioletowy fartuszek z haftem "Mała kuchareczka Zosia" Rozbroiło to Matkę na maksa! Fartuszek przyda się przy pieczeniu planowanych świątecznych pierniczków :D

ZAKUPY
W ten weekend porządnie się obkupiliśmy ;) Po tygodniu siedzenia z dziećmi w domu w galerii handlowej czułam się cudownie, a P. się śmiał, że latam jak szalona z szaleńczym uśmiechem na twarzy ;) Matka stała się więc posiadaczką cudownej małej czarnej z Mohito - w sam raz na chrzciny. A że w Mohito było 30% promocji, to wyszło całkiem ekonomicznie :) M. zakupił sobie świetne buty w Ryłko, a Stasiowi kupiliśmy fantastyczny gajer na chrzciny w Tape à l'oeil. Cudowna marynarka, koszula z muchą, spodenki i trampki - będzie z niego niezły przystojniak :D

Tylko jeden zakup się nie powiódł - Matka dalej nie ma butów na zimę, a kolejna zima w oficerkach sprzed 3 lat nie wchodzi w grę... Kurde, bo taki cholerstwo wąskie wszystko teraz robią, że się nie da nogi wraz ze spodniami zasunąć...

2 MIESIĄCE STASIA
Nasz Mały Książe w sobotę skończył 2 miesiące. Aż trudno uwierzyć, jak czas szybko mija - jeszcze chwilę temu kopał mnie od środka podczas pisania dla Was postów, a teraz leży obok w wózku i gaworzy. Oj tak, rozgadał się nieźle, strzela uśmiechami na prawo i lewo - ale wszystko to robi wtedy, kiedy nie płacze ;)


SESJA ZDJĘCIOWA
W sobotę mieliśmy także od dawna odkładaną sesję zdjęciową. W zamyśle miała to być sesja noworodkowa, ale wszystkie zawirowania zdrowotno-wyjazdowo-pechowe spowodowały, że była ona już nie noworodkowa, a niemowlęco-rodzinno-świąteczna :) Dzieci zadziwiająco współpracowały, a Pani Fotograf miała do nich fantastyczne podejście. Na pewno pokażę Wam efekty (których sama jestem ciekawa), a tu zapowiedź ;)



W ODWIEDZINACH
Weekend spędziliśmy także bardzo towarzysko. Sobotnie popołudnie upłynęło nam w gościach u naszego świadka ze ślubu i jego narzeczonej. Było sielsko, sympatycznie i pysznie, bo przygotowali dla nas masę pyszności, biorąc także pod uwagę moją bezmleczno-karmieniową dietę ;) A i dla dzieci było coś miłego - mamy więc kolejną część Ulicy Czereśniwej do kolekcji - Lato! Jakaż frajda w odnajdywaniu tych samych postaci co w Jesieni, wykonujących inne czynności, w innych miejscach i momentach życia :) Dzieci były przekochane, podobnie jak wczoraj, kiedy to udaliśmy się w gościnę do Jaworzna. Zaprosiła nas moja kumpela z forum rówieśniczego - Zosia bawiła się więc ze swoim rówieśnikiem Julkiem, tatusiowie ogarniali rówieśników Stasia i Witka, a my z kumpelą plotkowałyśmy :) A jakże, tam też przywitały nas bezmleczne pyszności, gorzka czekolada (mój obecny przysmak nr 1!) i podarki dla dzieciaczków. Tak wiec dziś od rana pijemy z Zosią "kawkę" w nowych filiżaneczkach Wadera :) No i po raz kolejny widać, że Matce do życia i higieny psychicznej potrzebni są LUDZIE! Kilka miłych spotkań towarzyskich i poziom endorfin we krwi urósł do dawno nieosiągniętego poziomu :)


To wszystko pisałam Wam podczas Zosiowej drzemki, jedną nogą bujając leżaczek-bujaczek ze Stasiem, bo to jedyna opcja, żebym mogla usiąść do kompa na dłużej niż 3 minuty ;)

12 listopada 2013

Sam na sam z maluchami

Autor: Matka Browar o 15:32 21 komentarze
Od wczoraj jesteśmy z maluchami sami w domu. Tatuś pojechał w delegację, bo kiedyś przecież musiał wrócić do normalnego funkcjonowania zawodowego. On tam sobie odpoczywa w hotelowym zaciszu, a Matka próbuje nie dać się zwariować :D
Generalnie nie ma tragedii :) Wszystko zależy od organizacji i jakoś Matce to nawet wychodzi, choć oczywiście są momenty, w których opadają ręce. Zosia po weekendzie znowu lekko zbuntowana i prowokuje niektóre nerwowe sytuacje. Matka liczy do 10, głęboko oddycha i stara się nie wybuchnąć ;)
Klasycznie najciekawszy był wieczór i poranek, bo wtedy najwięcej rzeczy do ogarnięcia. Pora kąpielowo-kolacyjno-usypiająca była nieco chaotyczna i opatrzona krzykami a to Stasia, a to Zosi. Staś postanowił spowodować zdecydowanie większe zużycie szarego mydła, na szczęście tuż przed kąpielą, natomiast kiedy dzieci były już gotowe do spania Zosia wsadziłą rękę do wanienki i umoczyła rękaw aż do łokcia. Trzeba było ją przebrać w suchą piżamkę, co skutkowało syreną Stasia, bo przecież gentleman głodny po kąpieli. W końcu jednak oboje całkiem sprawnie usnęli i Matka mogła delektować się spokojnym i cichym wieczorem.
Noc upłynęła bez komplikacji. Natomiast rano dzieci chyba zmówiły się, że będą razem ćwiczyć wokal. No i znowu szare mydło było w ruchu... W czasie kiedy przebierałam Stasia Zosia postanowiła, że NATYCHMIAST chce wyjść z krzesełka do karmienia - jadła kaszkę na śniadanie. Tak więc przy akompaniamencie krzyków przebieranego Stasia uznała, że i ona się dołączy :D Ciężki to wybór, przed dokonaniem którego Matka stawała już wielokrotnie: który rozkrzyczany maluch musi tym razem poczekać...

Poza tym wczoraj mieliśmy gości. Przyjechał chrzestny Zosi z rodzinką. Matka upiekła szybkie ciacha z ciasta francuskiego i brzoskwiń, bo nie było czasu na bardziej skomplikowane działania kuchenne. Zosia fantastycznie bawiła się z 8 letnią kuzynką Julką, a wszystko to obserwowała 8 miesięczna Natalka. Były też prezenty - Staś dostał grzechotkę, kolejną książeczkę z kontrastami i śliczne ciuszki (na większe rozmiary - jak fajnie że ciotka pomyślała! :D), a Zosia uroczą bluzeczkę i Puzzle Czu-Czu. Widziałam je na Targach książki i były na liście życzeń pod choinkę. Są fantastyczne! Ułożone już ze 3 razy (Zosia ma frajdę z trafiania puzzlem w puzzel, ale jeszcze nie ogarnia, że powinny do siebie pasować także obrazkiem :)).




źródło: sieć

A teraz Matka biegnie prasować i oglądać Chirurgów. No i zbliża się kolejny wieczór - trzymajcie kciuki :D

04 listopada 2013

Marchewkowe pole ;)

Autor: Matka Browar o 15:13 12 komentarze
Dziś pierwszy dzień Matki bez P. w domu :) Na razie bez kryzysów i wszystko idzie całkiem sprawnie :) Dzieci śpią, prasowanie czeka, a tymczasem Matka skrobie pościka ;)

Matka postanowiła wziąć udział w projekcie Samo_Się, wymyślonym i koordynowanym przez koleżankę blogerkę - Anię Przewijkę. Zapraszam do poczytania i dołączenia się do nas :) Generalnie projekt polega na tym, aby zachęcić rodziców do kreatywnych zabaw z maluchami. Dotyczy on zabaw z dziećmi od 0 do 12 miesięcy i podejrzewam, że Staś będzie jednym z młodszych uczestników :) Raz na tydzień na stronie projektu oraz na blogach poszczególnych mam, w tym moim, będziemy publikować posty opisujące nasze pomysły na zabawę z dzieciaczkiem. A w każdym tygodniu będzie to zabawa pod innym hasłem przewodnim - w tym tygodniu jest to "Zabawa z mamą i tatą". Matka szczerze przyzna że jeszcze nie ma pomysłu jak kreatywnie pobawić się ze swoim maluszkiem. Codziennie wiele do niego mówi, głaska, dotyka jego rączkami swojej buźki itd, ale czy to jest kreatywne...? ;) Tak więc musi Matka wysilić mózgownicę ;)

A z innej beczki - wczoraj i dziś odwiedzili nas. Goście z dziećmi. Cudownie, tak dużo znajomych nas ostatnio odwiedza :D Zosia też przeszczęśliwa i pięknie się z kolegami bawi - bo tak się składa, że odwiedziło nas trzech chłopców :) Na tą okoliczność upiekła więc Matka muffinki marchewkowe i postanowiła zamieścić przepis. Nie jest to przepis autorski, ale zapożyczony od kuchmistrzyni WegeMamy :)


Muffinki marchewkowe z żurawiną:



Potrzebujesz:
1,5 szklanki mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki soli
0,5 łyżeczki sody
przyprawy korzenne, aromat pomarańczowy
3/4 szklanki oleju
3-4 jajka (w zależności od wielkości)
1 szklanka brązowego cukru
2 szklanki startej marchewki
żurawina

Co robimy?
W jednej misce mieszamy mąkę, proszek, sól, sodę, przyprawy. W drugiej miksujemy olej, jajka, cukier. Dodajemy marchew i żurawinę i mieszamy. Potem łyżką mieszamy dokładnie zawartość dwóch misek. Wlewamy do papilotek do połowy ich wysokości i układamy na blasze. Wrzucamy kilka kulek żurawiny na wierzch. Pieczemy w 180 stopniach.
Mini muffinki 15minut, tradycyjne około 25minut

Do tego ewentualna dekoracja muffinków:

Lukier z mascarpone i twarogu
Potrzebujesz:
150g twarogu (używałam półtłustego)
150g mascarpone
100g przesianego cukru pudru
75g miękkiego masła 

Co robimy?
Wszystko ucieramy i potem ubijamy w misce aż powstanie gładka. Nakładając na babeczki szprycą, można też nakładać szpatułką/nożem. Posypać kolorową posypką. 

Smacznego!!!

29 października 2013

Odwiedziny

Autor: Matka Browar o 22:14 13 komentarze
Coś nie ma Matka dziś siły i energii na długą notkę. Dzisiejsza nocka była średnia, bo Stasia trochę brzuszek męczył nad ranem. Dlatego łóżko wydaje się obecnie jedynym miejscem, w którym Matka ma ochotę być... I nie zamierza z tą pokusą szczególnie walczyć, będzie więc krótko.

Wczoraj mieliśmy gościa, a dziś gościówę :) Wczoraj był brat cioteczny mojego P., którego Zosia się trochę wstydziła. Przyniósł Zosi książeczkę, a Stasiowi urocze śpioszki. A dziś była u nas moja kumpela, którą Zosia wprost uwielbia! Matka upiekła na jej przybycie znane Wam ciacha owsiane, ale dziś jakieś takie nieidealne wyszły :( Ciotka przyniosła cudne gifty dla dzieci - Zosia dostała puzzle Melissa & Doug. Już jedne z tej serii ma i bardzo je lubi, nowe też pokochała i rozkminiła od pierwszego wejrzenia :) Matka również ma zresztą hopla na punkcie drewnianych zabawek i woli, jak Zosia dostaje coś takiego niż kolejny grający plastik-fantastik ;) Puzzle prezentują się tak:
Urocze! Jednak ten biały motyl wywołuje dyskusję pomiędzy Matką i P. - czy to ćma, czy motyl? Zdania są podzielone ;)
Staś natomiast został posiadaczem ślicznego kompleciku ubranek :)


Ciocia pozachwycała się maluchami, powzruszała i pomogła przy kąpieli. Nie zraziło ją nawet to, że wchodząc do nas weszła niczym w oko cyklonu - oba dziecka darły się na potęgę! A Matka to nawet ma czasem wrażenie, że przyszło jej żyć w domu wariatów, ale da się żyć :)

Z innej beczki. Moja Guru macierzyństwa prowadzi kolejnego bloga - http://www.kloceksznurekdeska.blogspot.com/ - opisuje tam kreatywne zabawy dla dzieci według własnego pomysłu. Zaczerpnęłam od niej jedną z zabaw - przypinanie zwykłych bieliźnianych spinaczy do plastikowego pojemnika. Coś, co nam  dorosłym wydaje się banalne dla mojej Zosi na razie jest niewykonalne. Pokazuję jej jak chwytać spinacze, Zosia próbuje, ale jej nie wychodzi...  A złości się przy tym niesamowicie! Będziemy jednak trenować, bo jak wiadomo - trening czyni mistrza :) A jak pisze Guru - zabawa ta świetnie ćwiczy chwyt pęsetkowy. Dla zainteresowanych - link do zabawy <-- KLIK.

Tyle na dziś. Idę w kimono!




27 października 2013

Weekendowo

Autor: Matka Browar o 21:41 12 komentarze
Matka miała chrzest bojowy - została sam na sam z młodym pokoleniem na piątkowy wieczór, noc i większość soboty. Przyczyna? P. zaprosił kolegów na pępkówkę na mieście. W końcu trzeba było synka opić :D Wrócił o 6:30 rano i jak się dowiedziałam, Staś został tak opity, że powinien w ogóle nie chorować ;) O Zosi ponoć też panowie nie zapomnieli, mam więc nadzieję, że spożyte przez nich procenty faktycznie przysłużą się do zdrowia moich pociech ;)
W każdym razie Matka całkiem nieźle sobie poradziła. Oj, były oczywiście chwile zwątpienia, jak np. tuż przed kąpielą, kiedy oba dziecka uderzyły w ryk. Poza tym Zosia okropnie zachowywała się przy kąpieli Stasia... Wywalała wszystko z szafek, mało nie wylała wody z wanienki, rzucała się na podłogę, waliła w drzwi i uskuteczniała tym podobną dzicz. Przez chwilę była jednak spokojna - myjąc maleńkie stópki Stasia ;) Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie na takie samotne wieczory, bo przecież samej w mieszkaniu podczas kąpieli Stacha jej nie zostawię... Niby wszystko co niebezpieczne jest pozabezpieczane przed jej małymi rączkami, ale kto wie co jej strzeli do głowy.
Usypianie obojga poszło gładko i Matka mogła delektować się wolnym wieczorem. Nocą na szczęście też obije byli łaskawi. Rano natomiast wrócił P. i przez większość soboty odsypiał balangę w pokoju dziecinnym. Zwątpienie u Matki pojawiło się jeszcze przy zbieraniu się na spacer - Matka myślała, że nigdy nie opuścimy murów mieszkania... Kupka tu, kupka tam, tego trzeba dokarmić, ta krzyczy bo nie chce ubrać butów... Ale udało się ;) Spacer też się udał - jak fajnie mieć sympatyczne sąsiadki z dziećmi w wieku Zośki :D

W niedzielę natomiast odwiedzili nas teściowie i przywieźli masę prezentów dla naszych maluchów. Część z nich to dary od rodziny i przyjaciół moich teściów z okazji narodzin Stasia. Piękne ciuszki na różne rozmiary :D Zosia natomiast stała się posiadaczką kolejnego pudełka kredek świecowych, kolorowanki i 2 bloków rysunkowych. Bo muszę Wam powiedzieć, że z Zochy rośnie artystka ;) Z upodobaniem rysuje, a z jeszcze większym upodobaniem maltretuje nas o rysowanie. Wszystko byłoby fajnie, ale zwykle wymaga rysowania wciąż jednego kształtu - "koło koło!" rozlega się w około ;)

Weekend uważam za udany (poza tym, że Stasia od 2h męczy brzuszek...) :) Piękną wiosnę mamy tej jesieni! Poniżej zdjęcia z dzisiejszego spacerku :) P. nie chciał się ujawnić ;)







A na koniec Mały Książe:






15 października 2013

Matka na słodko

Autor: Matka Browar o 21:26 27 komentarze
Miało być kulinarnie i będzie :D
Od soboty każdego popołudnia przybywają do nas goście, którzy chcą poznać naszego najnowszego domownika. A Matka wzorem swojej Guru macierzyństwa - Karoliny - lubi gościom podać coś swojego, słodkiego - domowe wypieki :) Bo już tu kiedyś Matka napomknęła, że w wypiekach czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie, natomiast przy garach bryluje u nas P.

Dzieci zsynchronizowały się z drzemkami, w niedziele piekła więc Matka Fajnodomową szarlotkę. Ciasto to już od wielu lat często gości na naszym stole i jest dobrze znane większości znajomych :) Jest bardzo łatwe i szybkie do przygotowania i przede wszystkim boskie! Jakby to ujął Alejandro - Crashing Bubs!
Oto przepis:


 FAJNODOMOWA SZARLOTKA



Składniki:

3 szkl. mąki
1/3 szkl. cukru
1 kostka margaryny (250g)
mały cukier waniliowy (16g)
mały proszek do pieczenia (16g)
5 żółtek, 1 - 1 i 1/2 kg jabłek




1. Jabłka umyć, obrać, zetrzeć na tarce o dużych oczkach, usmażyć. Posłodzić w zależności od własnego smaku i gatunku jabłek.

2. Piekarnik nagrzać do temperatury 160 stopni.

3. Wszystkie składniki wrzucić do miski i ścisnąć kilka razy. Nie mieszać dokładnie. Ciasto konsystencją ma przypominać kruszonkę


4. Tortownicę lub średnią blachę wysmarować margaryną lub masłem.

5. Wysypać połowę ciasta.

6. Wyłożyć jabłka (mogą być jeszcze ciepłe).


7. Na jabłka wysypać resztę ciasta.
8. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni. Piec 1 godzinę.
9. Wyjąć,pozostawić do ostudzenia, konsumować.


A w poniedziałek piekła Matka ciasteczka owsiane, zapożyczone od wspomnianej wyżej Guru, <- KLIK. Równie łatwe i równie pyszne - a przede wszystkim zdrowe :) Może je jeść i matka karmiąca i 1,5 roczny berbeć :)


Przepis:



CIASTECZKA OWSIANE



Składniki i sposób wykonania:

Do blaszanej miski wrzucić:
- 11 deko masła
- ¾ szklanki cukru
- trochę esencji waniliowej lub łyżeczkę cukru waniliowego
- 1 jajko
Utrzeć wszystko mikserem.



 Następnie dosypać do masy:
- ½ łyżeczki sody oczyszczonej
- 1 szklankę mąki
- 1,5 szklanki otrębów owsianych lub płatków owsianych (z otrębami wychodzą delikatniejsze, jestem zwolenniczką tej wersji :) )
- ¾ szklanki żurawiny suszonej (lub rodzynek)
- ½ szklanki utłuczonych orzechów lub innych bakalii (jeśli z tego rezygnujemy, trzeba dać pół szklanki więcej płatków/otrębów owsianych)




Wymieszać wszystko, formować okrągłe niewielkie ciasteczka i układać na formie wyłożonej papierem do pieczenia. Trzeba pamiętać, że ciastka rosną w piekarniku, więc dobrze jest zostawić spore odstępy między nimi.

Piec ok. 10-12 min. W temp. 190 stopni C.



Smacznego :)

 

Matka Browar w Niemczech Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez