Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

27 października 2013

Weekendowo

Autor: Matka Browar o 21:41 12 komentarze
Matka miała chrzest bojowy - została sam na sam z młodym pokoleniem na piątkowy wieczór, noc i większość soboty. Przyczyna? P. zaprosił kolegów na pępkówkę na mieście. W końcu trzeba było synka opić :D Wrócił o 6:30 rano i jak się dowiedziałam, Staś został tak opity, że powinien w ogóle nie chorować ;) O Zosi ponoć też panowie nie zapomnieli, mam więc nadzieję, że spożyte przez nich procenty faktycznie przysłużą się do zdrowia moich pociech ;)
W każdym razie Matka całkiem nieźle sobie poradziła. Oj, były oczywiście chwile zwątpienia, jak np. tuż przed kąpielą, kiedy oba dziecka uderzyły w ryk. Poza tym Zosia okropnie zachowywała się przy kąpieli Stasia... Wywalała wszystko z szafek, mało nie wylała wody z wanienki, rzucała się na podłogę, waliła w drzwi i uskuteczniała tym podobną dzicz. Przez chwilę była jednak spokojna - myjąc maleńkie stópki Stasia ;) Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie na takie samotne wieczory, bo przecież samej w mieszkaniu podczas kąpieli Stacha jej nie zostawię... Niby wszystko co niebezpieczne jest pozabezpieczane przed jej małymi rączkami, ale kto wie co jej strzeli do głowy.
Usypianie obojga poszło gładko i Matka mogła delektować się wolnym wieczorem. Nocą na szczęście też obije byli łaskawi. Rano natomiast wrócił P. i przez większość soboty odsypiał balangę w pokoju dziecinnym. Zwątpienie u Matki pojawiło się jeszcze przy zbieraniu się na spacer - Matka myślała, że nigdy nie opuścimy murów mieszkania... Kupka tu, kupka tam, tego trzeba dokarmić, ta krzyczy bo nie chce ubrać butów... Ale udało się ;) Spacer też się udał - jak fajnie mieć sympatyczne sąsiadki z dziećmi w wieku Zośki :D

W niedzielę natomiast odwiedzili nas teściowie i przywieźli masę prezentów dla naszych maluchów. Część z nich to dary od rodziny i przyjaciół moich teściów z okazji narodzin Stasia. Piękne ciuszki na różne rozmiary :D Zosia natomiast stała się posiadaczką kolejnego pudełka kredek świecowych, kolorowanki i 2 bloków rysunkowych. Bo muszę Wam powiedzieć, że z Zochy rośnie artystka ;) Z upodobaniem rysuje, a z jeszcze większym upodobaniem maltretuje nas o rysowanie. Wszystko byłoby fajnie, ale zwykle wymaga rysowania wciąż jednego kształtu - "koło koło!" rozlega się w około ;)

Weekend uważam za udany (poza tym, że Stasia od 2h męczy brzuszek...) :) Piękną wiosnę mamy tej jesieni! Poniżej zdjęcia z dzisiejszego spacerku :) P. nie chciał się ujawnić ;)







A na koniec Mały Książe:






23 października 2013

Bunt jeszcze-nie-dwulatki?

Autor: Matka Browar o 16:01 15 komentarze
Ewidentnie u nas jakiś bunt dwulatka... Czy też raczej dwulatki ;) Wcześnie się zaczyna, ale co innego może powodować, że kochana dotąd córcia nagle praktycznie bez powodu rzuca się na ziemię, pręży, wrzeszczy w niebogłosy i nie da się przy tym dotknąć, przytulić...? Zawsze była małym nerwuskiem, ale teraz przechodzi samą siebie! Wcześniej Matka myślała, że ma to związek z jej nagłym zniknięciem, pobytem w szpitalu, zmianą sytuacji w domu - ale minęły już 2 tygodnie, a bunt tylko przybiera na sile...
Z jedzeniem problem, ze spaniem problem, z ubieraniem i przewijaniem. Oj daje nam latorośl popalić i mam nadzieję, że jej to minie zanim P. wróci do pracy i zacznie znowu wyjeżdżać na kilka dni...

Na dodatek P. mówi, że może Zośka już nie potrzebuje drzemać w ciągu dnia. Ja uważam inaczej, bo kiedy już po protestach zaśnie, to śpi bite 2,5h, a na noc też zasypia raczej bez zarzutu. A poza tym Matka po prostu sobie nie wyobraża żeby Zośka miała nie spać w dzień! Ta jej drzemka jest dla Matki jak zastrzyk energii, jak przerwa w pracy - tak bardzo potrzebna chwila wytchnienia, ciszy i spokoju... Można wtedy na spokojnie poświęcić czas Stasiowi, coś ugotować, posprzątać, wypić kawę, albo po prostu zalec na kanapie i napisać nowego posta na blogu. Brak Zośkowej drzemki nie mieści się Matce w głowie! Nawet trzylatki w przedszkolu leżakują, a moja 19 miesięczna córka nie? Matka czuje, że bez tych sjest będzie cholernie ciężko, zwłaszcza zimą... Bo co z tym rozbrykanym pieronkiem robić przez cały dzień w domu, ogarniając przy tym malutkiego Stasia? Matka wie, że przecież jest niania, ale to tylko 3h dziennie. Na dodatek w ostatnich dniach, korzystając z pięknej pogody, w tym samym czasie co niania z Zosią Matka spaceruje ze Stasiem.
A jak Wy, Matki starszaczków dałyście sobie radę z buntem dwulatka i brakiem drzemek...?


Zosia po dorwaniu ciastka z czekoladą ;)

A co do Stasia - w poniedziałek odpadł mu pepek :) Dla Matki to mega radość, bo z Zosią nie było tak łatwo... Po 8 tygodniach kikut pępowiny nadal trzymał sie tak mocno, że musiał go usunąć chirurg... Tak więc u Stasia w tej kwestii odbyło się bez przygód - chyba dzięki temu, że tym razem Matka miała w nosie ten cały Octenisept i przemywała pępek starym dobrym spirytusem.
Z oczkiem też jest spora poprawa. Widać ze kropelki działają, bo teraz oczko ropieje już minimalnie - po niecałych 2 dniach kuracji :)
Staś nadal jest kochanym aniołkiem :) Śpi, je, a w krótkich przerwach między jednym a drugim leży grzecznie i patrzy sobie na świat :) Spacery (dziś 3 godzinny) przesypia w całości. Płacze rzadko - czasem przy przewijaniu, jak jest głodny i niekiedy przy suszeniu po kąpieli. Sam akt kapieli wprost uwielbia! W nocy daje pospać - cudowny maluch :) Tfu tfu tfu!

 Matka porannie - włosy jeszcze mokre, brak makijażu ;)

19 października 2013

Polska złota jesień

Autor: Matka Browar o 15:06 16 komentarze
Jest lepiej :)

Bilirubina spadła. Z 188 w dniu wypisu ze szpitala do 160 w czwartek. Z każdym dniem Staś jest też coraz mniej żółty, więc i Matka spokojniejsza :) Nasz mały bobas je też coraz więcej, a wypożyczona waga niemowlęca wczoraj pokazała, że przez dobę przybrał 30g. Nie jest wiec chyba tak źle;) Zobaczymy ile będzie ważył dziś wieczorem.
Kolejna sprawa - ropiejące oczko. Oczywiście jak wszelkie infekcje - dzieje się to na weekend, więc będziemy mogli skontrolować je dopiero w poniedziałek... Na razie przemywamy oczko solą fizjologiczną. Gdzieś w matczynej głowie kołacze się myśl, że może to być niedrożny kanalik łzowy - mój P. jako dziecko miał z tym problemy. Ale na razie na spokojnie - niech obejrzy to lekarz :) Nie ma co nadmiernie schizować :D

Sobota to najczęściej czas porządków, tzw. dzień gospodarczy ;) Dlatego Matka dziś ostro wzięła się za sprzątanie. Jak to ułatwia sprawę, kiedy w myciu wanny nie przeszkadza wiszący brzuch i zadyszka nie pojawia się przy kilku szybszych ruchach ;) Od razu Matka czuje się zwinna i lekka (choć na wadze jeszcze kilka zbędnych kg ;) )...

Miał dziś także miejsce rodzinny spacerek. Pięknie dziś, tak złoto-polsko-jesiennie za oknem. W słońcu przyjemnie, ale w cieniu nieco mroźno, dlatego Matka ze Stasiem pospacerowała niepełną godzinkę, a P. z Zośką zostali trochę dłużej. No i dziś wygrała matczyna próżność - można było wreszcie założyć obcasy, zrobić lekki make-up i poczuć się na tym spacerze naprawdę kobieco :D Słońce, orzeźwiające powietrze, piękne odcienie liści, dwójka szkrabów w wózku i silne ramię mojego P. pod ręką - ach, ach, ach!




A tu jeszcze Zośka z tatusinym wytworem :) Generalnie wszyscy oszaleliśmy na punkcie Lego Duplo i mamy mega frajdę z budowania przeróżnych stworów, garaży, mostów, tuneli, wież (w tym bryluje Zosia) i zagród dla naszej plastikowej zwierzyny ;) A że Staś łaskawy duużo śpi, to mamy czas na takie wspólne budowanie :)




14 października 2013

Jesiennie i spacerowo

Autor: Matka Browar o 22:23 19 komentarze
Matka w dalszym ciągu stara się odnaleźć w swojej nowej roli. Ma wrażenie, ze idzie jej to o niebo lepiej niż przy pierwszym dziecku - zdecydowanie więcej w tym wszystkim luzu :) Bo i podejście zdrowsze, i doświadczenie już jest, no i nieocenione wsparcie P.  - Matka czuje się wiec szczęśliwa :)
Owszem, pojawiają się chwile zmęczenia - czy jak wczoraj - smutku że za mało ma Matka czasu dla Zosi. Ale kochany P. cierpliwie pociesza, tłumaczy, obolałe plecki posmera... ;) A wczoraj, widząc Matczyny smutek wysłał Matkę na chwile z Zośką na plac zabaw, żebyśmy miały chwilę dla siebie. Oczywiście chwila ta nie trwała dłużej jak 20 min, bo Stasiu już szukał cycusia... Ale Matka była szczęśliwa, że znowu mogła z córcią polepić babki z piasku, pozbierać kolorowe liście, usłyszec ich szelest pod nogami, poczuć ich zapach... Jak w reklamie - od razu lepiej!

Natomiast Staś zaliczył wczoraj pól godzinki werandowania. W pełnym spacerowym rynsztunku spał sobie na fotelu przy otwartym oknie. Pogoda była cudna- prawdziwa polska złota jesień! I chyba mu taki rodzaj drzemki pasował :)




A dziś udało nam się wyjść na pierwszy spacer. 20 min w naszej podwójnej limuzynie Graco - całość przez Stanleya przespana :D Zocha dumnie siedziała na swoim przednim siedzisku, a Matka robiła objazd osiedla i plotkowała z nie widzianymi od tygodnia sąsiadkami :) Ach właśnie, bo Staś kończy dziś już tydzień! Ależ ten czas leci!
W każdym razie bosko było wyjść z dzieciaczkami na ten pierwszy podwójny spacer :D

Chciała Matka jeszcze napisać o swoich wypiekach - no bo przecież co dzień u nas goście, wiec trzeba ich czymś uraczyć ;) Ale za dużo by tego było na dziś - wiec jutro będzie kulinarnie  :D Miejcie się na baczności - będą same pyszności :)
A goście zacni znoszą naszemu Stasiowi cuda - głownie piękne ciuszki :D Tygryskowy kombinezonik, który dziś na spacerze odbył chrzest bojowy, boskie bodziaki, polarkowy dresik itd :) Matka najchętniej wszystko by fotografowała, ale P. mówi, że przesadzam ;)

U Zosi buntu ciąg dalszy. Generalnie o większość rzeczy jest protest - problemem jest spanie, przewijanie, ubieranie... Oj frustracja czasem jest blisko ale cóż - nie dajemy się i cierpliwie przekonujemy i tłumaczymy... Na szczęście Zosia nie przejawia żadnych agresywnych zachowań w stronę Stasia - ale ciągle chce go głaskać mówiąc "mój" i całować... ;)


23 września 2013

Jesienna frustracja

Autor: Matka Browar o 15:03 8 komentarze

Szlag Matkę trafia, bo za oknem mokro, szaro, buro i ponuro, a my obie z Zośką zasmarkane. Oznacza to niestety jedno – cały dzień spędzamy w domu. To najgoooorsze dla Matki przekleństwo, bo co można robić z rozbrykaną 18-stomiesięczną panienką na tak małej przestrzeni? Jak długo można układać Lego Duplo, przeglądać książeczki, opiekować się lalą i robić „zakupy w warzywniaku”? A niestety – z racji pory roku i naszej sytuacji rodzinnej, która jak wiecie, zaraz ulegnie zmianie – zapowiada się wiele takich dni…

Bo moi drodzy, Matka to jest z tych, co mogą mieć bałagan w domu i obiad zrobiony w trymiga, ale dziecko musi być wywietrzone. I za cholerę nie rozumie przedkładania np. porządku w domu albo trzydaniowego obiadu nad dotlenienie i wybieganie się malucha…  Przecież same tego zalety - nie dość, że dzień szybciej mija, a dziecko się rozwija poznając świat inny niż przysłowiowe 4 ściany, to i taki wywietrzony berbeć łatwiej potem zasypia. Dlatego cały sezon wiosenno-letni wraz z Zośką przebywałyśmy na dworze dwa razy dziennie, w sumie po ok. 5 godzin… W lecie pewnie nawet i dłużej. Zośka szczęśliwa, bo pozawiązywała masę podwórkowych przyjaźni -ma już nawet za sobą pierwsze pocałunki w krzakach ;) Matka akceptuje wybranka – szarmancki typ, i nawet pozwalał Zośce bawić się swoją kosiarką :D Latorośl ponadto nauczyła się robić babki z piasku, samodzielnie włazić po drabince na zjeżdżalnię, jeździć na biegowym trójkołowcu (boski wynalazek)… Pokochała zbieranie kamyczków i liści, bieganie za piłką na osiedlowym boisku, podglądanie panów budowlańców pracujących przy kolejnym etapie osiedla… Poznała dźwięk samolotu i nauczyła się odnajdywać te małe ruchome punkty na niebie, dowiedziała się co to dźwig/żuraw i teraz na każdy napotkany pokazuje palcem, krzycząc przy tym „DZIK!”.

A Matka – jakby nie było – też szczęśliwa, bo mogła w tym samym czasie przebywać w towarzystwie innych matek/babć/niań i po prostu pogadać. No i chcąc nie chcąc – fundowała sobie tym samym codzienną porcję aktywności fizycznej, bo za Zośką to trzeba czasem pobiegać ;)

Może to wszystko wynika z tego, że Matka jako dziecko – choć mieszkała w bloku – też całe dnie spędzała na podwórku... Łaziła z chłopakami po drzewach, budowała zamki z piasku, robiła sekrety ze szkiełek i mleczy, grała w gumę i w klasy, w ganianego i w dwa ognie… Nie siedziała przed telewizorem ani komputerem, tak jak to teraz dzieci mają w zwyczaju.

Kurcze, drogie mamy i drodzy tatowie – wszystko więc w naszych rękach. Nie wychowujmy otyłych socjopatów uzależnionych od telewizora, komputera i tableta. Wyjdźmy z dzieciakami na spacer, na rower,  na plac zabaw, do parku… Zróbmy coś dla ich rozwoju, aktywności i formy fizycznej… Nauczmy je poznawać otaczający je świat i pokażmy, jaką można mieć z tego radość. To od nas zależy, jakie w przyszłości będą nasze maluchy!

Zośka w plenerze:








 

Matka Browar w Niemczech Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez