Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ospa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ospa. Pokaż wszystkie posty

23 maja 2014

Balkonowe życie ;)

Autor: Matka Browar o 15:32 14 komentarze
"To już czas" - pomyślała Matka Browar.

To już czas napisać coś na blogu :) Też tak macie?
Chcę mi się pisać, cho obecna codzienność nie daje wielu tematów :) Ale co tam, pokażę Wam po prostu naszą obecną codzienność :)

Odkąd przyszły upały, całe dnie spędzamy na balkonie. Tutaj z Zosią jemy śniadania, obiady, a jak wieczorami razem z P. także kolacje. Tu się bawimy, tu karmię Stasia, a wczoraj Zosi tak się spodobało stworzone przeze mnie legowisko, że padła tu na 3h drzemkę :)


Tu też piszę do Was tego posta i popijam kawkę.



Zawsze uwielbiałam nasz balkon, ale jeszcze nigdy nie spędzałam na nim tyle czasu, jeszcze nigdy nie byłam za niego tak wdzięczna :) Idealnie usytuowany - słoneczko jest na nim tylko do godz 11-11:30, tak więc potem w cieniu można cieszyć się wiaterkiem i widokiem na nasz cudnie zielony park osiedlowy. Dzięki niemu Zosia mimo choroby i konieczności izolacji dostaje codziennie mega dawkę tlenu, widzi i rozmawia ze swoimi kolegami/koleżankami/osiedlowymi ciociami, ma cudowny punkt obserwacyjny :)


A tak było zanim nastały upały  :)



Z nowości - od kilku dni, korzystając z chorobowego domowego aresztu uczymy Zosię załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne na nocniczek, a nie w pieluszkę.
Kilka pierwszych dni to 6-7 wpadek dziennie... Ręczniki, szmaty papierowy ręcznik był non stop w ruchu, a pralka co wieczór prała kilka kompletów mokrych ciuszków. Były też 2 kupki w majtki, ekhm, jeśli mam być szczera to średnia frajda... ;)
Mimo, że wpadki dalej się zdarzają, widzę jednak postępy. Zosia umie już wstrzymać mocz na kilka dobrych godzin (wczoraj sikała tylko 3 razy, mimo że wiele piła...). Posadzona na nocniczku zaraz wysikuje co zgromadziła ;) A dziś po raz pierwszy sama zawołała, że chce "siusiu na oniczek" :) Jestem więc dobrej myśli i powoli żegnamy się z pampersami - przynajmniej tymi w rozmiarze 5 ;) Niedługo pewnie przestaniemy także używać pieluch w porze drzemek, bo na wczorajszą niespodziewaną balkonową drzemkę Zosia zasnęła bez pieluchy i mimo 3h snu majtusie pozostały suche!

Tyle na dziś. Jutro w planach Kraków Łał - chyba pojadę sama ze Stasiem...

Zapraszaę Was jeszcze do obserwowania Matkowego profilu na Instagramie - często pojawiają się tam foteczki z naszej zwykłej codzienności właśnie :)
http://instagram.com/pivkova666#

Pozdrawia Was mały pirat ;)

18 maja 2014

Powtórka z rozrywki - ospa vol. 2

Autor: Matka Browar o 15:37 15 komentarze
W piątek pisałam, że Zosi na razie ospa nie tyka... No cóż, czas na update - wczoraj rano P. znalazł trzy pierwsze krosteczki, dziś jest ich już cała masa. Na razie samopoczucie Panienki Krosteczki jest całkiem niezłe, choć wczoraj wieczorem temperatura przekraczała 39 stopni i nie obyło się bez Ibum Forte. Nocka za to przebiegła całkiem spokojnie, a dziś mała chorowitka jest po prostu słodka! Tuli się, ma dobry humor i przez większość dnia nawet sporo energii. O proszę:


A teraz osłabiona temperaturą smacznie sobie śpi. Ale z doświadczenia wiem, że najgorsza jest 3 i 4 doba...

W sumie to nawet lepiej że za jednym zamachem odchorują na to dziadostwo oba nasze szkraby. Maj okrutnie brzydki w tym roku, więc nie szkoda siedzenia w domu... Ekonomiczne względy też nie są bez znaczenia - po chorobie Stasia zostało nam kilka lekarstw, które możemy użyć aby zmniejszyć dolegliwości Zosi :)

I tak oprócz wspomnianego Ibum Forte (w zawiesinie, zawiera ibufen, działa przeciwzapalnie, przeciwbólowo i przeciwgorączkowo), które zawsze mamy w domu i wozimy ze sobą na wszystkie wyjazdy powyżej 2 dni -
- czopki z paracetamolem - przy wysokiej, nawracającej gorączce można je podawać na przemian z Ibum - dzięki temu co 4h można podać coś na zbicie gorączki.
- Tanno Hermal Lotio - do stosowania miejscowego, czyli na krostki. Dostępny bez recepty, łagodzi swędzenie, wysusza krosty i po Stasiu widziałam, że faktycznie działa.
- Puder płynny - także do stosowania miejscowego. Chłodzi rozognione ospą miejsca, można go stosować zamiennie z tym powyżej, jest tańszy i również dostępny bez recepty.
- Fenistil w kropelkach - znany wszystkim specyfik, który koi np swędzenie po ugryzieniu komara dostępny jest także w postaci kropelek. Dzięki temu można go podać nawet małym dzieciom i działa na całym ciele. Stasiowi podawaliśmy 5 kropelek na łyżeczkę z piciem 2 razy dziennie. Zosi 10 kropelek.
- kiedy dziecko mocno się męczy, można mu podać Haviran, ale to już lek na receptę. Mamy nie wykupioną receptę po Stasiu, bo okazało się, że ten lek zbytnio obciążałby wrażliwą wątrobę Stasia. Jeśli zajdzie potrzeba, wykupimy go dla Zosi.

A jak radzimy sobie z uwięzieniem w domu? Ano na przykład tak.

Zosia obejrzała dziś wszystkie albumy ze zdjęciami, jakie mamy w domu (duuużo mamy) ;)

Hitem ostatnich zabaw są także szklane kuleczki, zakupione we Francji na Brokante. Wymyśliłyśmy ju chyba kilkanaście różnych zabaw z nimi w roli głównej :)



A tak Stasio wykorzystywał dziś chwilę przerwy pomiędzy ulewnymi deszczami ;)


A tu rodzeństwo wcina biszkopty - wczoraj jeszcze buzia Zosi była wolna od krosteczek...


A dziś dowiedziałam się, że właśnie dziś, w podkrakowskim Kryspinowie organizowane jest spotkanie mam i tatusiów blogerów - Mother Power... Buu, szkoda że nie słyszałam o tym wcześniej, ale tak to jest - ostatnio mało czasu spędzałam w blogowym świecie i jestem słabo doinformowana w aktualnościach ;) Choć z racji ospy i tak byśmy nie pojechali (choć może wybrałabym się sama ze Stachem...). Może uda się następnym razem.

16 maja 2014

Kajam się, chwalę się ;)

Autor: Matka Browar o 17:47 24 komentarze
Chyba jestem Wam winna przeprosiny, że tak mnie tu ostatnio mało... Wcale nie zapomniałam o blogu, ale mam w głowie dziwny hamulec, chwilowo mam wrażenie że nie mam już o czym pisać... Nie sądziłam że ten moment nadejdzie, ale spowodowała go chyba domowa, deszczowa i chorobowa rutyna...

W każdym razie Staś jest już zdrowy. Po ospie zostało kilka strupków, trochę blizn w okolicy pieluszkowej i kilka leków na swędzenie ;) Zosi jak na razie ta cholera nie tyka - albo ma wielką odporność, albo ospa pojawi się w ciągu kilku dni... Byłoby już przynajmniej z głowy, więc I'm ready ;)


Wczoraj imieniny obchodziła nasza mała Zosia, tydzień temu swoje Święto obchodził Staś. Jednak my nie celebrujemy imienin dzieci i oprócz życzeń, autka od babci dla Stasia, cymbałek dla Zosi i świeżo upieczonych ciastek owsianych nic nie szykowałam. Jeszcze maluchy zdążą poświętować ;)
Za to wczoraj z okazji imienin Zosi odwiedził nas mój tata. Ileż wałówy przywiózł! Kiełbasa, wędlina, jabłka, pomidory, arbuz, ciastka, ciasto, makowiec, chleb i mega wielki pachnący bukiet bzu :)

Tata został na noc, ale bilans domowników bez zmian, bo P. niespodziewanie musiał zostać na noc w hotelu Krapkowicach - bez piżamy, bielizny i szczotki do zębów, tak jak stał ;)

Staś skończył niedawno 7 miesięcy. Po raz pierwszy w dniu miesięcznicy nie zrobiłam mu zdjęcia - nie chciałam zdjęć z krostami. Może to błąd - byłaby pamiątka jak wtedy wyglądał... Choć może wcale nie chciałby w przyszłości oglądać swojego zakrostkowanego pyszczka :) No cóż, zrobię fotkę z opóźnieniem ;)
Za to z okazji jego 7 miesięcy mogę dokonać kilku podsumowań. Zdecydowanie nasz Staś to mały leniuszek ;) Na wszystko ma czas i choć staram się nie porównywać go z Zosią, to rozwojowo widzę duże różnice na tym etapie. Mimo 7 mies jeszcze sam nie siedzi, bo giba się we wszystkie strony ;) Pełzanie też dopiero zaczyna - do tyłu, wokół własnej osi, a od wczoraj jeśli ma odpowiednią motywację podciągnie się kilka cm do przodu ;) Za to bardzo lubi leżeć na brzuszku i bawić się zabawkami swoimi i Zosi. Hitem są Lego Duplo, zabawkowy telefon i kubeczki z Ikei. Nadal jest radosny i cudownie prosty w obsłudze, choć dziś nieco marudzi. Gorzej z nocami, bo od czasu choroby mocno się popsuły - nożliwe że za sprawą idących ząbków...


Ostatni, mocno wyjazdowy okres spowodował, że maszyna stoi w szafie... Ale pochwalę się Wam moimi uszytkami sprzed majówki, które obecnie użytkowane są we Francji przez dzieci Karoliny z http://francjapomojemu.blogspot.com/  :)

Podusia dla Basi

I Stasia


Obie z krytymi suwaczkami - uczę się dalej ;)

I jeszcze czapeczka dla Tymka, naszego uroczego sąsiada :) Ponoć ten uroczy kawaler się z nią nie rozstaje :)


Niestety z racji pogody jesteśmy nieco unieruchomieni w domu, ale żeby poprawić humor sobie i Wam, podsyłam kilka zdjęć naszej pięknej, kieleckiej jabłonki, wykonanych podczas majówki :)


I jeszcze dwie śmieszki w majówkowe popołudnie :)



05 maja 2014

Majówka z postrzyżynami i ospą w tle

Autor: Matka Browar o 23:01 13 komentarze
Częstotliwość moich postów ostatnio mocno zmalała... Dziś pod prysznicem zastanawiałam się czemu właściwie tak się dzieje i chyba już wiem... Blog to przedłużenie mojej psyche - jeśli jest mi źle, piszę o tym. Kiedy mało się w moim życiu dzieje to potrzebuję żeby działo się więcej - więc piszę. Natomiast jeśli dzieje się wiele to daję się temu ponieść i na pisanie brakuje już wtedy czasu i weny...
Tak jest i teraz. Oj wiele się dzieje. Od 5 dni jestem z dziećmi w Kielcach - w moich rodzinnych stronach. Zanim pogoda zdążyła się skiepścić udało nam się zrobić fantastycznego grilla w przemiłym towarzystwie - był mój tata, moja Sis z chłopakiem, mój chrzestny z żoną i 2 córkami i oczywiście moje pogodne maluchy. Wieczór piękny, spokojnie mogliśmy więc grillowac na tarasie do północy.




Cała majówka upłynęła nam w towarzystwie mojej siostry i Gerarda - jej chłopaka. Wróżę im wspaniałą wspólną przyszłość, bo piękna z nich para i po prostu fajny i kumaty z niego gość :D Niebywałe że bezdzietny młody facet potrafi tak wiele bezinteresownie pomóc przy dzieciach :)

Niestety jednak majówkę mamy "na uwięzi". Najpierw pochorowała się Zosia, ale przepisane przez lekarkę syropki szybko postawiły ją na nogi. Oczywiście jednak zaraził się od niej Staś. Co więcej, w sobotę wieczorem odkryłam na jego pupie kilka pęcherzyków z wodą. Zwaliłam to na odparzenie, posmarowałam sudocremem i położyłam malucha spać. Rano krostki były już na całym ciele. Podejrzewałam że to ospa, a diagnoza szwagierki- lekarki tylko to potwierdziła...
Musiał biedak złapać to dziadostwo gdzieś we Francji, bo czas wylęgania trwa do 2 tygodni... Może to i lepiej, że będzie miał z głowy tą chorobę zanim pójdzie do żłobka, a ja do pracy bo i tak kiedyś musiał by ją złapać. Gorzej, że pewnie za jakieś 10 dni czeka nas powtórka z Zosią...
I to pewnie będzie jazda na całego, bo jak jej wytłumaczę, żeby się nie drapała?
Staś znosi chorobę całkiem nieźle, choć jest duużo bardziej marudny i niespokojny niż na co dzień... Trudno mu się dziwić bo krostki są wszędzie, a i katar i flegma mocno go przytykają.


Z nowości - mój synuś za sprawą swojej babci odbył swoje pierwsze w życiu postrzyżyny. Długo odpierałam jej sugestie, ze grzywa włazi mu w oczy (bo sięgała już daleko za nos), aż w końcu uległam. Aż mnie serce bolało, ale w końcu to tylko mała, 3cm kępka grzywy... Kępka została na pamiątkę.
Fot ostrzyżonego Stacha nie będzie, bo ma całą buzię w krostach...


A w sobotę udało się Matce wyrwać na trochę i wraz z tatą, teściem, siostrą i jej chłopakiem wybraliśmy się na mecz piłki ręcznej. Grali nasi kieleccy bohaterowie Vive Targi Kielce z Azotami Puławy. Wynik? 39:26 :P Jak zawsze świetne widowisko i mimo majówki i mniejszej liczby kibiców świetna oprawa :)


 

Matka Browar w Niemczech Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez