Chyba jestem Wam winna przeprosiny, że tak mnie tu ostatnio mało...
Wcale nie zapomniałam o blogu, ale mam w głowie dziwny hamulec, chwilowo mam
wrażenie że nie mam już o czym pisać... Nie sądziłam że ten moment
nadejdzie, ale spowodowała go chyba domowa, deszczowa i chorobowa rutyna...
W każdym razie Staś jest już zdrowy. Po ospie zostało kilka strupków,
trochę blizn w okolicy pieluszkowej i kilka leków na swędzenie ;) Zosi
jak na razie ta cholera nie tyka - albo ma wielką odporność, albo ospa
pojawi się w ciągu kilku dni... Byłoby już przynajmniej z głowy, więc
I'm ready ;)
Wczoraj imieniny obchodziła nasza mała Zosia, tydzień temu swoje Święto
obchodził Staś. Jednak my nie celebrujemy imienin dzieci i oprócz
życzeń, autka od babci dla Stasia, cymbałek dla Zosi i świeżo
upieczonych ciastek owsianych nic nie szykowałam. Jeszcze maluchy zdążą
poświętować ;)
Za to wczoraj z okazji imienin Zosi odwiedził nas mój tata. Ileż wałówy
przywiózł! Kiełbasa, wędlina, jabłka, pomidory, arbuz, ciastka, ciasto, makowiec, chleb i
mega wielki pachnący bukiet bzu :)
Tata został na noc, ale bilans domowników bez
zmian, bo P. niespodziewanie musiał zostać na noc w hotelu Krapkowicach - bez
piżamy, bielizny i szczotki do zębów, tak jak stał ;)
Staś skończył niedawno 7 miesięcy. Po raz pierwszy w dniu miesięcznicy nie zrobiłam mu
zdjęcia - nie chciałam zdjęć z krostami. Może to błąd - byłaby pamiątka
jak wtedy wyglądał... Choć może wcale nie chciałby w przyszłości oglądać swojego zakrostkowanego pyszczka :) No cóż, zrobię fotkę z opóźnieniem ;)
Za to z okazji jego 7 miesięcy mogę dokonać kilku podsumowań. Zdecydowanie nasz
Staś to mały leniuszek ;) Na wszystko ma czas i choć staram się nie porównywać go z Zosią, to rozwojowo widzę duże różnice na tym etapie. Mimo 7 mies jeszcze sam nie siedzi, bo giba
się we wszystkie strony ;) Pełzanie też dopiero zaczyna - do tyłu, wokół
własnej osi, a od wczoraj jeśli ma odpowiednią motywację podciągnie się kilka cm do przodu ;) Za to bardzo lubi
leżeć na brzuszku i bawić się zabawkami swoimi i Zosi. Hitem są Lego Duplo, zabawkowy telefon i kubeczki z Ikei. Nadal jest
radosny i cudownie prosty w obsłudze, choć dziś nieco marudzi. Gorzej z nocami, bo od czasu
choroby mocno się popsuły - nożliwe że za sprawą idących ząbków...
Ostatni, mocno wyjazdowy okres spowodował, że maszyna stoi w szafie... Ale pochwalę się Wam moimi uszytkami sprzed majówki, które obecnie użytkowane są we Francji przez dzieci Karoliny z http://francjapomojemu.blogspot.com/ :)
Podusia dla Basi
I Stasia
Obie z krytymi suwaczkami - uczę się dalej ;)
I jeszcze czapeczka dla Tymka, naszego uroczego sąsiada :) Ponoć ten uroczy kawaler się z nią nie rozstaje :)
Niestety z racji pogody jesteśmy nieco unieruchomieni w domu, ale żeby
poprawić humor sobie i Wam, podsyłam kilka zdjęć naszej pięknej,
kieleckiej jabłonki, wykonanych podczas majówki :)
I jeszcze dwie śmieszki w majówkowe popołudnie :)
1 tydzień temu










