26 listopada 2014

Jakby to było, gdyby mnie nie było?

Autor: Matka Browar o 12:26 23 komentarze Linki do tego posta
Już jakiś czas temu (w moje urodziny) byliśmy z P. w kinie na filmie "Bogowie".. Pisałam już chyba, jak wielkie wywarł na mnie wrażenie. Po obejrzeniu tego filmu jeszcze bardziej cenię to, czego dokonał Profesor Religa dla polskiej transplantologii. Jak wiele istnień ocaliła jego odwaga, ambicja i upór. Jego i jego zespołu oczywiście...

Ostatnio w Dzień Dobry TVN miał miejsce materiał odnośnie transplantologii właśnie. Dobrze, że ten temat ciągle powraca, bo w Polsce wciąż jest na tym polu dużo do zrobienia...


Ja już od dawna noszę w portfelu Oświadczenie woli.
Jest to jasne przesłanie dla moich bliskich i tych, którym kiedyś w razie "W" przyjdzie szukać moich dokumentów... Jeśli tylko moje organy mogą się komuś przydać - czemu nie? To zresztą pocieszająca wizja - niby nadejdzie mój koniec, ale będę trwała dalej, ratując komuś zdrowie lub życie... Co więcej, jestem zdecydowana - jeśli doszłoby do takiej sytuacji - na oddanie organów moich bliskich. Mąż mnie w tym popiera i ma podobne podejście.


 A jakie jest Wasze stanowisko w tej sprawie?

Oświadczenia woli można wydrukować samemu. Tutaj gotowe druki do pobrania:
https://www.dawca.pl/klub-dawcy/deklaracja-dawcy
http://www.poltransplant.pl/Download/ow_form_2010.pdf 


21 listopada 2014

Dwa metry czytadeł

Autor: Matka Browar o 10:38 13 komentarze Linki do tego posta
Pisałam Wam nie raz, że mam książkowego fioła.
Kocham kupować książki, kocham je czytać, a odkąd jestem mamą kupuję jeszcze więcej - dla moich szkrabów. Na książki nigdy nie żal mi pieniędzy i nigdy nie jest ich za dużo. Wyniosłam to z domu - odkąd pamiętam ulubionym miejscem w salonie był dla mnie regał wypełniony książkami - od podłogi po sufit. A tam cuda - encyklopedie, Podróże Guliwera, książki kucharskie...  Mając jakieś 12 lat odkryłam tam Sztukę Kochania i zaczytywałam się nią z wypiekami, ale nie o tym... ;)

Kolega kiedyś powiedział mi, że wizytując znajomych w ich domach rozgląda się za książkami. To czy w ogóle są i gdzie i ile ich jest wiele mówi o właścicielach mieszkania. Czy stoi ich 3 sztuki na pokaz gdzieś pod sufitem, czy są wszędzie, w tym pod ręką, "zczytane"?
Czytanie poszerza nasze horyzonty, a dzieciom pozwala rozwijać wyobraźnię. Dlatego choćby przysłowiowe skały sr^%%y, u nas wieczornym pokąpielowym rytuałem jest czytanie dzieciom. Jeśli P. jest w domu, czytamy oboje - najpierw ja, potem on. Jeśli jestem sama z dziećmi - czytam wtedy podwójną ilość ;) W ciągu dnia z tym czytaniem różnie bywa - staram się przynajmniej przejrzeć kilka małych książeczek ze Stasiem. Ogromnie pomocna jest w tym Zosia - to ona opisuje Stasiowi obrazki, nazywa owoce, warzywa, pojazdy, kolory, zwierzątka... Te interakcje między nimi są coraz częstsze, choć widzę że Staś jest mniejszym fanem książeczek niż jego siostrzyczka, która już jako pólłroczniak potrafiła godzinami przeglądać książeczki :)



Wiedziałam, ze książek mamy dużo. Nigdy nie miałam całościowego obrazu jak bardzo dużo, bo stoją w kilku różnych miejscach, zalegają nawet w łóżku Zosi... Już nigdzie się nie mieszczą. Dlatego gdy zobaczyłam akcję Wybudujemy wieżę - Miasto Książek (edycja II) na blogu u  Otymże, wiedziałąm że muszę wziąć w niej udział. Wyczekałam na moment, kiedy dzieci nie będzie w domu i nie będę miałą nic ważnego do zrobienia. Wiedziałam wszakże, że nasza wieża będzie dość czasochłonna ;) Zgromadzenie wszystkich wolumenów i ustawienie ich w stabilną konstrukcję zajęło mi 40 min, 10 min na zdjęcia i kolejne 20 na odłożenie wszystkiego na miejsce. Uff!

A oto i nasza wieża :)
 





I wiecie co? Na 45m2 naszej powierzchni życiowej przypada 2 m książek! I to tylko tych dziecięcych! Szaleństwo, co? Mimo to nic mnie nie powstrzyma przed dalszym powiększaniem ich biblioteczki.






I zbliżenia :)






Czy Wasza biblioteczka zawiera podobne tytuły? Sporo u nas książek z Wydawnictwa Zakamarki Wydawnictwa Dwie Siostry, Wydawnictwa Tatarak, Firmy Księgarskiej Olesiejuk, Wydawnictwa Skrzat... Są też pozycje jeszcze z mojego dzieciństwa - jak Mały Książe, Pchła Szachrajka, Bajki Puszkina... Po niektóre sięgamy baardzo często, inne są nieco zapomniane czekają na lepsze czasy. Większość kupiłam sama, ale sporo dzieci dostały w prezentach od rodziny i znajomych. Kochamy je wszystkie :)

Może i Wy macie ochotę wziąć udział w akcji i zbudować swoją wieżę? Macie czas do 13 grudnia :)



17 listopada 2014

Tańcowała igła z nitką

Autor: Matka Browar o 14:03 27 komentarze Linki do tego posta
Dawno się Wam nie chwaliłam, co nowego wyszło spod mojej igły. Nie szyję może tak dużo, jakbym chciała, bo a to czasu na rozłożenie się z maszyną za mało, a to miejsca na jej postawienie brak... Ale kiedy najdzie mnie wena i nie mam wtedy nic innego do zrobienia udaje się wyczarować różne cudeńka ;)

Nieśmiertelne poduszki, tym razem w połączeniu cudownie miłego minky i mięciutkiej flaneli :)



Staszkowy wąsaty komplecik zimowy - ciepła czapa i chusteczka podszyta czarnym milutkim minky. Mój synek już nie zmarznie :)



I spodenki - pumpy do kompletu. Jestem z nich wyjątkowo dumna :) Był to mój roczkowy prezent dla Stasia, krojony z innych jego spodni. Nie powiem, nieco się nakombinowałam, ale efekt mnie zadowala :) Nosiciela chyba też :)


 

Zosiny worek na strój do gimnastyki. Zosia nosi go z dumą i uwielbia naszyte na nim aplikacje - tym bardziej, że są one kompatybilne z podusią, którą uszyłam jej do przedszkola.


A oto i dumna posiadaczka woreczka :)


Czapy dla dwojga uroczych maluchów :)


Uszyłam też sobie pokrowiec na tableta, ale efekt jest daleki od ideału - uparłam się wykorzystać mały skrawek "krówki, który okazał się za mały...
Nie powiem, szycie na maszynie daje mi masę przyjemności :) Jednak mój cholerny idealizm powoduje, że byle poduszkę szyję 2 godziny... To trochę zabija mój entuzjazm do szycia czegoś nowego... W planach mam jednak uszycie sukieneczki dla Zosi, ... Materiały są, chęci są, więc właściwie nie wiem czego brak ;) Chyba kopa w tyłek :)
W każdym razie chętnie zrealizuję Wasze zamówienia, chętnie uszyję gwiazdkowe prezenty dla Waszych maluchów :) Matka Browar szyje!

A tu poprzednie posty o uszytkach:  TU i TU i jeszcze GETERKI ZOSI
A co tam, jeszcze raz pokażę też geterki, bo dalej jestem z nich dumna ;)



Edit: Aaaa no i dziś poniedziałek, więc odnośnie chudnięcia  - mały progress jest ;) 4 tygodnie temu było 57,8, dziś:

1,5 kg w 4 tygodnie. Nie ma tragedii :)
Chodakowską znowu polubiłam, kawy nie słodzę, dbam o siebie i pilnuję co jem (poza weekendami ;)

14 listopada 2014

Matki to krejzolki czyli moje spojrzenie na Oświęcim dla blogujących mam

Autor: Matka Browar o 17:05 36 komentarze Linki do tego posta

W niedzielę 9 listopada Matka wyrwała się z domu na kolejne blogerskie spotkanie. Nie byle jakie spotkanie, bo zorganizowane w szczytnym celu - zbiórki pieniążków dla chorego na autyzm 6-letniego Patryka - podopiecznego Małej Orkiestry Wielkiej Pomocy.



Tym razem będą 2 posty. Nie da się, no po prostu nie da się tego wszystkiego ogarnąć w jednym poście, bo musielibyście spędzić nad nim chyba z pół godziny, albo od razu zamknęlibyście mojego bloga ;) A wszystko przez ilość prezentów, które przywiozłam do domu :)

Otóż wyrwałam się z domu SAMA. Spotkanie odbywało się w Parku Family Fun w Oświęcimiu, gdzie dzieci były jak najbardziej mile widziane. Dlatego zostałam uznana za wyrodną matkę, która odmawia dzieciakom frajdy ;) Ale tak naprawdę to po prostu chciałam oszczędzić masakry mojemu P., który przez 4 godziny  musiałby latać po całym tym małpim gaju za naszą dwójką, a jakoś na razie jeszcze nie opanował umiejętności rozdwajania się ;)

Sam Park Family Fun - rewelacyjne miejsce. Nowiutkie - otwarte dopiero w lipcu tego roku, świeżutkie, nowoczesne, kolorowe i zapewniające całą masę rozrywki całej rodzinie. Do tego kawiarnia dla rodziców z doskonałą widocznością całej sali zabaw. Świetne pomyślane i świetnie wykonane :)

 Fot. Iga Niezgodzka, Bellove, FotoDziobak i Matka Browar ;)




Właśnie tam, w sali urodzinowej odbyło się spotkanie Oświęcim dla blogujących mam, objęte patronatem Prezydenta Miasta Oświęcim. Wśród setek toreb z prezentami (ale o tym będzie następny post) zasiadło 12 wspaniałych kobiet.




Czas przewidziany na spotkanie (4 godziny) zleciał w jakimś szalonym tempie! Rozmowy, konsumpcja i warsztaty, a do tego losowanie prezentów i wygłupy w Foto Budce od FotoDziobak i już trzeba było zmykać do domku... A ja w tym towarzystwie chętnie posiedziałabym do wieczora ;)

Ale po kolei ;)

Na początku powitały nas organizatorki - Iza z Bellove oraz Kasia z Dziennik mamuśki.


Dziewczyny nakazały nam się ładnie przedstawić i właśnie wtedy okrzyknięto mnie wyrodną matką, która zostawiła maluchy w domu :)
Do tego już po chwili zostałam wrobiona w krojenie torta ;) No ale cóż, ma się tę wprawę więc siary nie było ;)

Tort był przepyszny! Torty z pomysłem dają radę - zapamiętam na przyszłość :) Konsumpcja tego cuda przebiegała przy akompaniamencie sporej porcji plotek i salw śmiechów.




Niedługo potem Fotograf Iga Niezgodzka udzieliła nam kilku porad w kontekście fotografii dziecięcej. Sama chętnie skorzystałam z jej doświadczenia i zadałam dziesiątki pytań dotyczących ustawień mojego aparatu, czasu naświetlania, wielkości przesłony, ISO i innych fotograficznych szczegółów, które wpływają na końcowy efekt - zdjęcie. Generalnie jak dla mnie obecność Igi i jej wykład - bardzo na plus :)



Po przerwie na małą wyżerkę od Restauracji La Rossa i Restauracji Szafran nastąpił czas na kolejny wykład - o prawidłowym rozwoju dziecka. Poprowadziły je Panie fizjoterapeutki z BIO-REH. Bardzo przydatny był to wykład - dowiedziałyśmy się na co zwracać uwagę w postawie naszych dzieci, o powinno nas zaniepokoić, jakie są kamienie milowe w rozwoju dziecka... Utwierdziłam się w przekonaniu, że chodziki dla dzieci to najgorsze zło, tak samo jak nosidła-wisiadła (ludzie, dlaczego robicie swoim dzieciom taką krzywdę...?). I że do 3-4 roku życia dziecko powinno chodzić bosko jak najczęściej się da. Żadnych butów w domu - skarpetki ze skórzaną lub gumową podeszwą - TAK. Stopa dziecka musi swobodnie pracować, a sztywna podeszwa to uniemożliwia. Nie dla kapci ze sztywną podeszwą! Nie dla butów ortopedycznych bez wyraźnych wskazań!





Po wykładach oddałyśmy się totalnemu szaleństwu za sprawą foto-budki od FotoDziobak. Totalna głupawka, peruki, różowe okulary... No popatrzcie same.














Zdjęcia tylko potwierdzają to, że na spotkaniu były same zajefajne babki :D Czułam się w ich towarzystwie tak, jakbyśmy znały się od lat - a przecież wcześniej miałam okazję poznać tylko Bellove  i Skrzydlate rogate! 

Potem odbyła się zbiórka pieniędzy dla chorego na autyzm Patryczka. Udało nam się uzbierać 1100zł! Czyż to nie wspaniały wynik?
I na koniec gifty, fanty, dary losu czy jak kto woli ;) Tu dziewczyny nas totalnie zaskoczyły - po prostu i dosłownie puściły nas z torbami! Ilość toreb i upominków w nich schowanych przeszła nasze najśmielsze oczekiwania!!! Ale o tym co w nich było przeczytacie w następnym poście :)





 

Ach, no i jak mogłam zapomnieć! Był też konkurs na Funky Skarpety, w którym zajęłam exequo jedno z 3 pierwszych miejsc ;)  Moje skarpety powstały przy wydatnym udziale Zosi. Ponoć na jednej z nich jest mama, na drugiej tata. Także ten. Także tego ;)



Po części oficjalnej Matka miała wracać do domu. Nie udało się, bo Amelia z Zakątek Gabisia oraz Justyna z Zosinkowa kraina namówiły mnie na obiadek w Restauracji Szafran wraz z ich drugimi połówkami i pociechami. Kolejne 2 godziny upłynęły więc w miłym towarzystwie przy smacznym jedzonku.
I w końcu przyszło wracać. 
To była cudowna sobota!
Zapytacie może:  po co warto jeździć na spotkania blogerów? Po to żeby poznać fantastyczne osoby, a takich w Oświęcimiu nie brakowało!

 

Matka Browar Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez