Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój. Pokaż wszystkie posty

02 stycznia 2014

Świąteczno-noworoczne podsumowanie :)

Autor: Matka Browar o 16:43 17 komentarze
Oj dłuuugo mnie nie było, rok cały ;) Ale w ostatnich dniach tyle sie działo, że aby to wszystko Wam opisać, musiałaby Matka stworzyć posta - tasiemca ;) Dlatego bedzie to częściowo fotorelacja, choć nie taka obszerna jakbym chciała, bo nie chcę umieszczać tu wizerunków osób, które niekoniecznie by sobie tego życzyły... ;)

Jak wiecie od 1,5 tygodnia jesteśmy z rodzinką w Kielcach, w domu mojego Taty. Wigilie były u nas dwie - w domu rodzinnym Matki i w domu rodzinnym P. Oj, a prezentów dzieciaki dostały ilość nie do opisania! Matka śmiało mogłaby otworzyć sklep z zabawkami oraz odzieżą dziecięca. I jest teraz niemały problem - jak sie z tym zabrać do Krakowa i gdzie to pomieścić na naszym giga metrażu ;) Miała Matka zrobić tu spis wszystkich prezentów, ale temat już nieco zwietrzały, będzie więc najwyżej w kolejnych postach omawiać najbardziej sprawdzające się zabawki :) Najwięcej radości przyniosła Zosi chyba książka Zima na ulicy Czereśniowej, śpiewająca lala i tablica-znikopis :)





W pierwszy dzień Świąt odbyły się Chrzciny Stasia. I oczywiście wypadły super!  Staś większość mszy przespał, nawet woda święcona nie zrobiła na nim wrażenia! U nas w rodzinie chrzciny obchodzi się niczym małe wesele, wiec było nas 40 osób :) Atmosfera boska, bohater grzeczny, jedynie jego siostra ze zmęczenia i nadmiaru emocji była bardzo marudna... Niestety Matkę z racji karmienia i przewijania na zmianę obu szkrabów wiele zabawnych sytuacji ominęło...












I były to na pewno pierwsze Święta, kiedy Matka się przesadnie nie objadła - z racji karmienia i diety bezmlecznej moja Wigilia ograniczyła się do czystego barszczyku, sałatki jarzynowej i łososia :) A na deser keks!
W Święta oba maluchy się nam zakatarzyły. Do Stasia wezwaliśmy lekarkę, ale na szczęście poza wirusowym gardełkiem wszystko ok - inhalacje, oklepywania itd.  Dobrze ze w naszym ogromnym niczym u handlarzy majdanie znalazł się inhalator/nebulizator! Zosia za to od wczoraj ma wielką dziś ma chrypkę i coraz gorzej oddycha - dziś na 20 lekarz... Matka ma nadzieję, że nic poważniejszego z tego nie wyniknie...


W piątek po świętach Matka i P. porzucili dzieci u dziadków i wybrali się na pierwszą od wielu miesięcy randkę w kinie :) Wybór padł na Hobbita. Film niezły, efekty świetne! Zleciał szybciej niż pierwsza część i trzecią jak już się pojawi, też z chęcią obejrzę.

Na 2 dni odwiedzili nas tu znajomi z Francji - moja Guru Karolina z mężem oraz słodką Basią i uroczym Stasiem. Och jak przyjemnie gwarno było w domu przy tych 4 maluchach! Spędziliśmy razem świetny czas, łącznie z Sylwestrem, na który dołączyli do nas kuzynka P. z ojcem chrzestnym Zosi i 2 dzieci. Sześcioro dzieci w jednym pokoju to było wyzwanie :D Uroczy chaos trwał aż maluchy poszły spać, a potem błoga sielanka przy suto zastawionych stole :) Był oczywiście i szampan (oraz Picolo dla matek karmiących ;) ), ale też i fajerwerki :)

W Nowy Rok poszliśmy na 4h spaceru. Oj dawno nie spacerowałam aż tak długo i to po moim rodzinnym mieście ;) I to chyba właśnie ten spacer pogorszył stan gardziołka Zosi...



Staś w Kielcach jest niebywale grzeczny, cały czas się śmieje i guga :) No cóż, widać ze charakter to on ma po mamusi - lubi być w centrum uwagi ;) A Zosia z każdym dniem się rozwija, nauczyła się wielu nowych słów, tworzy zdania z 3, 4 słów z zabawnym szykiem przestawnym, liczy (Eden, dugi, czeci, szósty), dopowiada wierszyki :) Uwielbiam widzieć jak poświęcony jej czas owocuje!
Tak więc jak widzicie Matka w Kielcach odpoczywa :) Wysypia się, bo dzieci wstają po 8, nie musi codziennie gotować, sprząta też mniej niż w domu :) No i napawa się tym, że rodzinka w komplecie! Cudowne są te nasze wspólne leniwe poranki, kiedy we 4 lądujemy w jednym łóżku :) I te liczne spotkania towarzyskie! Chwilo trwaj!

16 grudnia 2013

No i jest - KONKURS!

Autor: Matka Browar o 20:38 22 komentarze
Niedziela tak jak i sobota upłynęła nam aktywnie, wesoło i przede wszystkim rodzinnie :)
Przy okazji spaceru na krakowski Rynek odkryliśmy świetną kawiarnię przyjazną rodzicom - Mamy Cafe. Dobra lokalizacja, piękny wystrój, fajna sala zabaw i świetne menu - uwzględniające także dzieci :) Zosia wyszalała się z dziećmi, potem ze smakiem zjadła dostępną tam zupę kartoflaną, a my z P. fantastyczną szarlotkę i kawkę. Sam spacer po Rynku średni - chyba już przejadły nam się te coroczne jarmarki bożonarodzeniowe ;)
A niedzielne popołudnie spędziłyśmy na twórczej zabawie :) Najpierw dekorowanie pieczonych w sobotę pierników - mała kuchareczka więcej ozdób zjadła niż wykorzystała, ale frajda była :)



A potem - zobaczcie sami ;)

Zosia szczęściara dostała w podarunku od Rybeni cudowną paczuszkę - a w niej farby w sztyfcie Playcolor Instant, kolorowankę z Rybenią oraz Puzzle do własnego pokolorowania - też z Rybenią.
Cóż to była za radość! Jak tylko Zosia zobaczyła pudełko z farbami oczy rozświetliły jej się niczym iskierki :)
Początkowo ubrana była w fartuszek, ale szybko okazało się, że tylko przeszkadza w zabawie, a farbki schodziły przy użyciu mokrych chusteczek - także z podłogi :)
Poniżej przedstawiam relację z naszej zabawy farbkami w sztyfcie Play Color. Właściwie to kto wie, czyja frajda była większa - Matki, czy Zosi :)






A oto Zosi interpretacja wizerunku Rybeni ;)

Miałyśmy też radochę z układania i malowania Rybeńkowych puzzli :P









Matka musi przyznać, ze farby w sztyfcie to fantastyczny wynalazek. Żadnych pędzli, wywalających się kubeczków z wodą, plakatówkowych smrodków itp. Bardzo fajnie się nimi maluje - kolory są wyraziste, farby nie brudzą rączek, a jeśli już, to zmywają się mokrą chusteczką. Wysychają bardzo szybko, więc to też ułatwia zachowanie jako takiego porządku ;) Tak więc nawet takie małe szkraby jak moja Zosia świetnie sobie z nimi radzą.


A TERAZ NIESPODZIANKA!

Z okazji przekroczenia 20 tysięcy wyświetleń bloga Matki Browar wraz z Rybenią mają dla Was KONKURS :) 

Zadanie konkursowe:
Proszę o odpowiedź na pytanie: Jak myślisz, dlaczego ten blog nazywa się "Matka Browar"?
Część czytelników zna prawdziwą odpowiedź na to pytanie, ale chciałabym, abyście użyli wyobraźni i podali śmieszne i ciekawe odpowiedzi. Wygrają dwie najciekawsze z nich - niekoniecznie prawdziwe :D Odpowiedzi podawajcie w komentarzach do tego posta.
Konkurs trwa od teraz - 16 grudnia do 31 grudnia :)

Są jeszcze trzy warunki wzięcia udziału w konkursie :)
1. Należy polubić profil Rybeni na Facebooku https://www.facebook.com/pages/Rybenia/607262992639411?fref=ts i napisać wraz z odpowiedzią konkursową jako kto polubiliście na FB.
2. Polubić profil Matki Browar na Facebooku https://www.facebook.com/matkabrowar1?ref=hl
3. Na swoim blogu wstawić poniższą grafikę konkursową z linkiem do tego posta i/lub udostępnić grafikę konkursową na Facebooku :)


Do wygrania:

Miejsce pierwsze:
zestaw farby w sztyfcie Playcolor Instant + dwustronne puzzle do własnego pomalowania

Miejsce drugie:
farby w sztyfcie Playcolor Instant


Miłej zabawy!

23 listopada 2013

Projekt Samo_Się - vol. 3 - Staś nie lubi... Staś uwielbia...

Autor: Matka Browar o 22:00 24 komentarze
Wyjątkowo Samo_Siowego posta przyszło nam tworzyć w szpitalu. Dziś mija trzeci dzień naszego pobytu w tym "wysokiej klasy SPA", i nadal nie wiemy co Stasiowi dolega.

Postara się Matka jednak jak najwiarygodniej oddać to, co Stasio lubi, a czego nie w myśl hasła przewodniego trzeciego tygodnia projektu  - "Niemowlak nie lubi, niemowlak uwielbia". Wydawałoby się, że taki niespełna 7 tygodniowy człowiek nie ma jeszcze swoich upodobań i antypatii. Nic bardziej mylnego!

Otóż Staś zdecydowanie nie przepada za swoją kołyską... Przecież dużo fajniej jest spać przy Matkowej piersi, na jej brzuchu, na rączkach, i oczywiście razem z Mamą. Albo chociaż w leżaczku-bujaczku lub w wózku. Taki mały, a już rozpieszczony ;) 

Nie należy także do fanów głośnych i nagłych dźwięków - na przykład spadających na podłogę drewnianych klocków. Jednak starsza siostra Zosia systematycznie dba o takie atrakcje ;) 

Synek nie lubi także samej czynności wiązania chusty, ale kto by lubił, gdyby z każdej strony dociągano go płachtą materiału do cielska innego stworzenia? 

Do tego, mimo wielkiej miłości do kąpieli niestety Staś jest wrogiem czynności okołokąpielowych: wyciągania z wody, wycierania, balsamowania i ubierania.

W szpitalnych realiach nie podpasowały mu za to wielkie, szklane flachy, którymi dokarmia się tu dzieci. Matce też nie przypadły do gustu - PRL w czystej postaci...


Co natomiast nasz Mały Książę lubi? Otóż bardzo lubi do snu być otulony miękkim kocykiem aż po sam nosek.

Kiedy jest juz dobrze zawiązany uwielbia także chodzić w chuście - momentalnie zasypia, a Matka ma wolne ręce i może podbijać świat ;) 

Jak na pieszczocha przystało Staś bardzo lubi być na rączkach i tak zwiedzać świat. Konfiguracja może być różna - oblatywanie świata niczym samolot też jest super!

Cudownie jest też spać przy piersi, albo na wspomnianym brzuchu mamy. 

Nasz mały czyścioszek  wprost uwielbia kąpiel, delektuje się nią, rozluźnia i wycisza. Najbardziej przy obmywaniu główki ciepłą wodą.

Staś z zaciekawieniem potrafi słuchać kiedy recytuje mu się wiersze - a najbardziej wsłuchuje się w "Daktyle" Danuty Wawiłow.

Jeśli chodzi o inne doznania słuchowe, wyśmienicie uspokaja go dźwięk nalewanej do wanienki wody, suszarki, a także odkurzacza - także z mp3 http://youtu.be/toHZf3Y9Uls

Pięknie wodzi wzrokiem za grzechotką, wpatruje się w zabawki - np w smoka od kochanej Karoliny (Guru) z bloga http://kloceksznurekdeska.blogspot.com

Jego zainteresowanie budzą także pierwsze książeczki kontrastowe.


A jeśli zaś chodzi o podróże - te małe i te duże - Stasio bardzo lubi spacery w wózku i przejażdżki autem. Śpi wtedy smacznie jak suseł!

Taki własnie jest nasz Mały Książę :)


07 listopada 2013

Pierwsza miesięcznica i zabawy z ryżem w roli głównej

Autor: Matka Browar o 22:08 9 komentarze
Dziś mija dokładnie miesiąc jak Staś jest z nami. Wprost trudno w to uwierzyć, bo wydaje się jakby to było raptem kilka dni temu... A tu proszę, mój syn właśnie awansował i nie jest już noworodkiem, tylko niemowlakiem! Zresztą widać jak przez ten miesiąc się zmienił. Nie jest już kupeczką kosteczek obciągniętych skórą - z paluszków zrobiły się urocze serdelki, a udka, ramionka i pośladki tez nabrały ciałka i już "jest za co złapać" ;) Ciuszki, w których jeszcze niedawno stópki znajdowały się w miejscu kolan, teraz leżą idealnie i zaraz będą za małe. Synalek coraz częściej patrzy już nie w nicość, ale na coś konkretnego i to całkiem przytomnie. A wczoraj Matka po raz pierwszy doznała uczucia, ze jej synek się jej przygląda :D

Swój pierwszy miesiąc Staś świętował w kawiarni - Matka miała dziś babskie wyjście z sąsiadkami. Bez dzieci, ale Staś jeszcze zbyt cyckowy, żeby go zostawić z tatusiem. Zresztą przespał całe 3 godziny plotkowania - grzeczny synuś daje Matce wyżyć się towarzysko :)





 

Wczoraj mieliśmy wizytę w Poradni Patologii Noworodka. Skierowano nas tam przez te wszystkie przygody zdrowotne w pierwszych dobach życia Stasia. Wizyta wypadła dobrze, Staś ma wszystkie odruchy prawidłowe, jest symetryczny, silny i pięknie dźwiga główkę :) No i bardzo ładnie przybiera - 37g na dobę :D Poza tym wszystkich zachwyca swoją czupryną ;) Pobrano mu krew na bilirubinę, bo nadal jest nieco żółty i za tydzień mamy się stawić do kontroli.

Matka jest też pełna radości z powodu poprawy w zachowaniu Zosi. Bardzo prawdopodobne, że jej bunt miał bezpośredni związek z pobytem taty w domu, bo odkąd P. wrócił do pracy Zosia jest znowu moją uroczą, słodką dziewczynką :) Nagle zniknęły problemy z przewijaniem, ubieraniem, chodzeniem spać, jedzeniem... Pojawiła się za to większa niż wcześniej chęć samodzielnego wykonywania wielu czynności, np jedzenia. Nie ma ataków złości, są ewentualnie chwilowe demonstracje własnego zdania, odmiennego niż moje ;) I ogromna czułość dla brata! Koleżanki mówią, ze córa poczuła, że skoro znowu jest z mamą sam na sam (plus Staś), to nie ma co z Mamuśką zadzierać ;) Coś w tym jest, bo z nas dwojga to Tata jest tym bardziej pobłażliwym...

Poniżej jeszcze kilka fotek z zabawy, którą zaczerpnęłam z bloga mojej Guru - http://kloceksznurekdeska.blogspot.com/ Zosia wczoraj i dziś ponad godzinę w wielkim skupieniu przesypywała ryż z miski do kubeczka, dzbanuszkiem do kieliszka, łyżeczką do filiżanki itp :) A ile było przy tym frajdy! Idealna zabawa na deszczowe popołudnie :) A bałagan, którego wszyscy się obawiają - znikomy, jedynie w najbliższym otoczeniu stoliczka :)





 

Matka Browar w Niemczech Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez