30 września 2014

Mieszkanie w mieście czy dom poza miastem?

Autor: Matka Browar o 10:29
Od kilku miesięcy stoimy wraz z mężem w obliczu trudnej decyzji... Bijemy się z myślami, co chwila zmieniamy zdanie. Przegadaliśmy na ten temat już dziesiątki godzin...

Jak niejednokrotnie tu pisałam, przestajemy się mieścić na naszych 45m2 i naturalnym jest myślenie o czymś większym. I tu pojawia się problem... Nie wiemy na co się zdecydować.

Oboje dorastaliśmy w domach (choć ja do 8 klasy podstawówki mieszkałam w bloku), ale były to domy w mieście. To nas rozpieściło... Chcemy mieć wszędzie blisko - do sklepów, szkół, kin, do pracy, do centrum...  Niestety, ceny działek w Krakowie raczej przekraczają nasze możliwości finansowe - ewentualnie są to tak maleńkie działki, że oprócz trampoliny i grilla nic by się tam nie zmieściło...
Jednocześnie marzy nam się przestrzeń, taras, duży salon, w którym można podjąć całą masę gości, i nie czuć się jak sardynka w puszce. Marzy nam się odzyskanie sypialni, osobne pokoje dla maluchów... Każdy musi mieć w naszym nowym lokum miejsce dla siebie. Dodatkowo, mnie całkiem szalenie marzą się nawet własne marchewki, maliny, truskawki... MNIE! Oczywiście dla Zosi i Stasia koniecznie piaskownica, huśtawka, trampolina, a latem także basen... A do tego dalej chciałabym być częścią zorganizowanej społeczności, a właśnie taka funkcjonuje na naszym osiedlu.
No i bąd tu człowieku mądry - jak to wszystko pogodzić?


  Źródło: http://www.wolnymbyc.pl

Opcje są dwie. Jedną z nich jest większe mieszkanie na naszym osiedlu - inna lokalizacja w Krakowie nie wchodzi w grę, przegadaliśmy to już wiele miesięcy temu. Tu mamy przedszkole, żłobek, dużo zieleni, cudownych sąsiadów, blisko do pracy, do szkoły, sklepów. Dlatego tak ciężko myśleć o wyprowadzce stąd... Po prostu wygodnie nam się tu żyje. Lubię nasz osiedlowy park, pogaduchy z sąsiadkami w ramach spacerów, wspólne spacery, wyjazdy, kawki i piwka, nasze wyprzedaże osiedlowe... Na naszym osiedlu są dostępne mieszkania z małymi ogródkami - takimi właśnie na grilla i trampolinę + 2 leżaczki... Minus? Wszyscy sąsiedzi z góry i z naprzeciwka mają Cię jak na dłoni, do tego co jakiś czas musisz być przygotowany na zbieranie ich petów i wyrzuconych w ramach imprezowej fantazji puszek, ciuszków i innych niespodzianek.

Druga opcja - wolnostojący dom w jednym z podkrakowskich miasteczek, z dobrze zorganizowaną infrastrukturą. Mamy już swoje typy, a właściwie jeden typ pięknego, dobrze zorganizowanego miasteczka... Musi być stosunkowo blisko do Krakowa, z dojazdem max pół godziny nawet w korkach, muszą być tam sklepy, przedszkola, szkoły, place zabaw, miejsca na spacery, na niedzielny obiad poza domem, na wypad na lody i kawkę... Chodniki, muszą być chodniki - mówię nie dla życia mojej rodziny w wiosce, miasteczku bez chodników i pobocza. Bezpieczeństwo moich dzieci jest najważniejsze! I muszą być spore siedliska młodych ludzi, z którymi potencjalnie moglibyśmy się zaprzyjaźnić.
W tej opcji jest jeden minus - boję się, że będę się tam czuła osamotniona. Że w razie "W" zabraknie osób, gotowych pomóc. Mój P. często wyjeżdża na kilka dni... Na naszym osiedlu mam kilka osób, które odbiorą mój telefon o każdej porze dnia i nocy, które zaopiekują się dziećmi, gdyby była taka potrzeba. To daje ogromne poczucie bezpieczeństwa i jest wygodne. Nie bez przyczyny nasze osiedle nazywa się Fajny Dom :) Boję się, że gdzieś w małym miasteczku takiej pomocy może zabraknąć... Wszyscy mi mówią, że kto jak kto, ale ja nie mam problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Ale sami wiecie - budowanie takich zacieśnionych relacji trwa. Nie zawsze też trafi się na kogoś, z kim taką relację chce się budować...
Boję się także tej codziennej, rodzinnej logistyki - praca, dom, przedszkole, potem szkoła... Zajęcia pozalekcyjne - angielski, basen, taniec, czy cokolwiek innego. Jak to pogodzić z dojazdami, z korkami. Wiem, że masa ludzi bez problemu to jakoś godzi, ale boję się, że koniec końców będę w tym wymarzonym domu spędzać tylko wieczory i weekendy ;)
I jeszcze całkiem serio boję się reakcji dzieci na wyprowadzkę. Jeśli decydowalibyśmy się na dom - to potrwa przynajmniej 2, a może i 3 lata. Zosia będzie miała wtedy prawie 5 albo 6 lat. Już teraz ma na osiedlu koleżanki i kolegów, za 2-3 lata te więzi będą silniejsze. Jak zareaguje na przeniesienie jej w inne miejsce, do innego przedszkola, gdzie zabraknie znajomych twarzy? Wiem, że nie jest dziewczynką, której łatwo przychodzi nawiązywanie relacji z innymi. Muszę mieć to na uwadze...
Ach, no i lenistwo każe mi bać się odśnieżania, koszenia i wszelkich przydomowych obowiązków :P I kosztów ogrzewania, napraw dachu, elewacji, I ogólnie - przecież dom to wieczna skarbonka. Bo ogrodzenie, bo elewacja, bo zawsze coś... A w bloku stały czynsz z funduszem remontowym załatwia to wszystko...

 Źródło: http://www.goodhomeadvisor.com

Nie pytam Cię drogi czytelniku co robić. Ale pytam Cię o Twoje osobiste doświadczenia. Mieszkasz w małym miasteczku? Niedawno się przeprowadziłeś? Jak wygląda Twoja codzienność, rodzinna logistyka? może masz duże mieszkanie na fajnym osiedlu? Jak Ci się żyje, czego Ci brakuje? W
szelkie Wasze osobiste doświadczenia mile widziane :)

 Źródło: http://www.homedit.com

36 komentarzy:

  1. Nie jestem obiektywna, bo całe życie mieszkam w bloku w mieście. Dla mnie (nas) najlepszym rozwiązaniem jest duże mieszkanie z dużym tarasem (na ostatnim pietrze) zamiast dom za miastem.
    I.

    OdpowiedzUsuń
  2. 2 lata temu staliśmy przed podobnym dylematem.
    Zmienialiśmy 39m na coś 'docelowego na resztę życia'.
    Rozważaliśmy domek pod Warszawą lub większe mieszkanie w Wawie.
    Kumulując wszelkie za i przeciw, wybraliśmy większe mieszkanie w Warszawie z tarasem i ogródkiem. Stoi trampolina, basen z kulkami, dzieciaki mogą jeździć rowerami. Blisko centrum handlowe, przedszkole, żłobek, przychodnia, basen, sale zabaw, pętla autobusowa, do pracy prosta droga. Dziadek i babcia w pobliżu, aby w razie 'nagłej sytuacji' odebrać dzieciaki z przedszkola. Nie tracimy czasu na dojazdy gdziekolwiek.

    Mieszkamy tu od dwóch lat, a ja co chwilę utwierdzam się w przekonaniu, że była to najlepsza życiowa decyzja i jeszcze nawet na sekundę nie przyszła chwila zawahania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. My kupując mieszkanie mieliśmy podobny dylemat. Domów obejrzeliśmy chyba nawet więcej, niż mieszkań. Jednak wygrało mieszkanie a argumenty przeciwko posiadaniu domu były prawie identyczne jak Twoje i było ich więcej, niż za.

    Całe życie mieszkałam w bloku, blisko centrum i szczególnie będąc nastolatką ceniłam to, że mam blisko, żeby spotkać się ze znajomymi, wyjść do kina czy na rower. Dodatkowo wydaje mi się, że dzięki temu stałam się też bardziej samodzielna, gdyż na wszystkie zajęcia dodatkowe od pewnego wieku dostarczałam się sama i nie musiałam być wszędzie wożona. Miałam też masę przyjaciół w moim bloku, z którymi chodziłam do jednej klasy i nawet odpisanie lekcji nie było problemem.

    Moi rodzice mają drewniany dom jakieś 15 km od miasta i to było dla nas rozwiązanie idealne. Większość wakacji tam spędzaliśmy a ja często zabierałam ze sobą jakieś koleżanki na tydzień czy dwa, więc nigdy nie było nam nudno.

    Dlatego my też zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie, które polecam, bo na działce nie ma parcia, że trzeba skosić trawnik czy coś naprawić. Jeśli akurat nie mamy czasu, czy środków, to świat się nie zawali, jak odłożymy to na później. A centralne ogrzewanie i odśnieżony dojazd do bloku jest zbyt cenny, żeby z niego zrezygnować :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś marzyłam o tym, żeby mieć dom, ogród... wiadomo... Jednak teraz gdy widzę pracy trzeba w niego włożyć (że pieniędzy - to oczywiste) to mnie przeraża. Moi teściowie ciągle COŚ tam robią,u nich nie ma lenistwa, siedzenia przed telewizorem czy leżenia na kanapie z książką. Jest koszenie, grabienie liści, przycinanie krzaczków, sprzątanie, doglądanie roślinek, naprawianie czegoś tam ... i tak w kółko. A zimą wieczne odśnieżanie. Tam zawsze znajdzie się jakaś robota...
    Nie wspominając o samym budowaniu domu - trzeba tam być właściwie codziennie, pilnować, doglądać, zarządzać, coś dowozić, zamawiać, kupować - to też mega ciężki okres.

    U mnie jest mini konflikt: mąż chce mieć dom na obrzeżach naszego miasta, ja staram się go przekonać do mieszkania. Na szczęście do podjęcia decyzji mamy jeszcze sporo czasu, więc może wypracujemy jakiś kompromis :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje doświadczenie znasz. Mam jednak propozycję, żebyście zrobili "za" i "przeciw" na kartce, ale każde z osobna. Nam to pomogło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mamy ten sam dylemat kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem z Krakowa jak wiesz :) moja dzielnica to kazimierz czyli centrum miasta :D teraz mieszkam w sumie niedaleko Ciebie ;) i już mnie ciągnie na stare śmiecie...ja nie wyobrażam sobie mieszkać w domu! zdecydowanie jak coś to większe mieszkanie w dodatku blisko mojej ukochanej okolicy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. hmm trochę tego trochę tego i jest git :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie doradzę, bo sama mam podobny dylemat i nie wiem co robić. Na początku marzyło nam się pięciopokojowe mieszkanie, znaleźliśmy jedno, ale dzielnica raczej przemysłowa i nowy blok wsadzony w jej środek. Jak dzielnica fajna, to mieszkanie pięciopokojowe, ale te pokoje to klitki więc też odpadło. Postanowiliśmy poszukać w zabudowie szeregowej, też nam coś wiecznie nie pasowało, to położenie, to za małe działki, to brak pomieszczeń gospodarczych. Na ten czas stanęło na bliźniaku, takim połączonym tylko garażami. Czy do przyszłego roku pomysł nie ewoluuje w domek wolnostojący, to się okaże, na razie czekamy na wyjaśnienie się naszej sytuacji finansowej, a potem będziemy myśleć bardziej intensywnie.
    A co lepsze?
    Wszystko ma swoje plusy i minusy. W mieście hałas, zwłaszcza u nas w centrum. Pod miastem dojazdy i wszystko z nimi związane. Choć w Lublinie akurat chyba w tej kwestii jest lepiej niż w Krakowie. Pozostaje jeszcze domek w którejś z okolicznych małych miejscowości, ale te rzadko mają coś ciekawego do zaoferowania.

    OdpowiedzUsuń
  10. :) moja sytuacja jest nieco inna, jak wiesz, ponieważ ja mam dom w mieście. Była działka, więc z automatu wiedzieliśmy, że kalkulacyjnie tyle samo wyniesie nas dom 220m2 co mieszkanie 50m2. Poza tym położenie jest naprawdę genialne (wg mnie). Jednak z doświadczenia ktore nabyłam przez te dwa lata wiem, że drugi raz wybrałabym mieszkanie. Dlaczego? Bo jest wygodniejsze w eksploatacji, bo jest mniej pracochłonne, co pozwala poświęcić naprawdę wiele czasu rodzinie. Piszesz, że marzy ci się warzywniak. Jak wrócisz do pracy, to kiedy będziesz mieć czas na niego, skoro będzie praca, odbiór dzieci, zakupy, pewnie za chwilę zajęcia dodatkowe dzieci, wasze. Kiedy sprzątanie, gotowanie, prasowanie? Jęsli chodzi o ogrzewanie, to koszty wychodzą podobnie. Ale tu empec sam zasili, a po drewno (węgiel) do pieca trzeba ruszyć samemu. A potem dokładanie, aby utrzymać cieplo. Po pracy zima mój mąż zaiwania z drewnem, aby nagrzać, dowieź, a ten czas mógłby poświęcić chłopcom. takto ma wtedy dla nich tylko raptem godzinkę przed snem. na cały dzień to mało! Koszenie trawy to masakra. wiesz jaka mam dzialkę, a ten skrawek zajmuje mi dobre 1,5 godziny łącznie z przed ogrodzeniem! I to minimum raz w tygodniu taka przyjemność. Mnie by trampolina, lerzak i piaskownica wystarczyły. Takto zamiast czasu dla siebie, mam kupę roboty. nie mówię dom to też plus (przestrzeń), ale zaraz po tym jest i minus- sprzątnie! I to nie takie świąteczne, tylko raz w tygodniu- męka! Ja tęsknię za blokiem, za ludzmi, za bliskością sąsiadów, za placem zabaw, za gwarem. Cisza jest super, ale nie ma czasu sie nią nacieszyć za bardzo:( mnie takie 70 m2 by wystarczyło. Jesli nie masz teraz za wiele czasu i chcesz odpoczywać po pracy ciesząc się rodziną, a nie dokonywać wyborów dziś rodzina jutro trawa, to ja wybrałabym mieszkanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Monia. Nigdy tego wszystkiego nie mówiłaś, ale to mi mocno otwiera oczy...

      Usuń
    2. Aniu, to i tak nie wszystko, ale to co mi akurat do głowy przyszło. ale jest tego więcej. ja chciałabym wrócic do bloku, ale też lubię swój dom, dobrze mi w nim, ale blok to blok. dom to po części samotnia-oprócz weekendów i od czasu do czasu kawy ze znajomymi. Ale to mój pkt widzenia. ja bym chętnie wróciła, ale też szanuję to co mam i uczę się tym cieszyć:) trzymam kciuki za decyzję. ps gdybyście budowali jednak dom, to kiedyś pisalam tu o naszych doświadczeniach z budowy: http://pamietnikkobietki.blogspot.com/2014/08/gdybym-raz-jeszcze-dom-budowac-miaa.html

      Usuń
  11. Mieszkam na peryferiach Gdańska i powiem Ci, że jest tu kijowo! Nie dość, że zrąbani sąsiedzi co prędzej kij Ci w tyłek wsadzą niż pomogą, gówniane połączenia jeśli chodzi o dalsze jazdy w miasto, no i co najgorsze: służby porządkowe nie wiedzą gdzie co i jak! Jak postrzelili kolesia pod blokiem na przeciwko policja nie wiedziała gdzie jechac, a jak tydzień później podpalili samochód tego postrzelonego kolesia straż pożarna jechała GODZINĘ, bo nie wiedzieli gdzie jechać, w wyniku czego sfajczyły się trzy samochody. Na szczęscie gangsterka się skończyła tak szybko jak zaczęła, ale kurna mała miejscowość blisko dużego miasta to dla mnie wielka dupa! Wrócę do miasta jak tylko będzie to możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja powiem krótko zwięźle i na temat. Jakby było mnie stać, to bym już teraz rozpoczęła budowę domu. Wolę mieć coś co jest moje! a nie wiecznie bulić za czynsz.

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie do głowy przyszło zupełnie inne rozwiązanie: mieszkanie średniej wielkości typu 3 pokoje 70 metrów, a za miastem mały domek na weekendy. To jest naprawdę optymalne rozwiązanie:) Co Ty na to Ania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to rozważamy, od roku... Minusem jest obawa o wolne weekendy - Kielce trzeba odwiedzać, weekendy mam czasem pracujące, czy będzie kiedy tam jeździć, kosić trawę, doglądać? :)

      Usuń
  14. Ja spędziłam 24 lata w mieście i ostatnie 4 na wsi (takiej prawdziwej z krową, kurami i traktorem) i ja nie mam żadnych wątpliwości że do takiego życia byłam stworzona !!!
    Wszystko co było problemem stało się tylko niedogodnością ale plusy życia tu są tak wielkie że każdy minus niknie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedyś pisałam, że wieś to nie dla mnie. Nie wiem czy kojarzysz u mnie taki post?
    Teraz nie wyobrażam sobie wrócić do miasta, do bloku. Być może trudniej jest mieszkać na wsi, ogarniać koszenie, sprzątanie, ogrzewanie i milion innych rzeczy, których nawet bym się nie spodziewała.
    Za to możliwość wypadu na rowery w każdej chwili! A nie jak w Krk pakowanie do auta, obmyślanie trasy, dojazd itp. tutaj po prostu siadam i jedziemy. Ognisko, piaskownica dla młodej. Przestrzeń i miejsce na spokojną kawę w niedzielne popołudnie. Żadne mieszkanie w bloku mi tego nie da. Do tego ta nasza wioska okazała się całkiem cywilizowana- 3 sklepy, kościół, szkoła, przedszkole i chodniki ;)
    I choć czasem są dni kiedy wolałabym mieszkać w mieście w bloku, tak widok małej za oknem tarzającej się po trawie z psem wygania mi tamte myśli ;)
    Popieram pomysł gdzieś wyżej ze zrobieniem listy plusów i minusów mieszkania w obu miejscach. To naprawdę bardzo pomaga.
    I trzymam kciuki za decyzję!

    Mooonik ;) (nie pamiętam hasła do konta, a jestem na innym kompie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam ten post! Czyli jednak się przekonałaś :) Ja się non stop biję z myślami, ech...

      Usuń
  16. Mielismy ten sam problem. Mieszkanie w bloku na nowoczesnym osiedlu czy dom w Zielonkach. Najpierw bylismy za mieszkaniem. Potem wybralismy dom ale nie moglam spac po nocach i maz tez, nie bylismy do konca przekonani. Wiec kupilismy jednak mieszkanie i teraz spimy spokojnie. Balam sie ze bedziemy na odludziu, zdani tylko na auto, wszedzie daleko, bedziemy stac w korkach, duzo pracy przy domu, sprzatania, jak to ogrzac i ogarnac. Lenistwo wzielo gore. Teraz wszedzie blisko, trawmaje, autobusy. Ze wzgledu na dzieci chcialam dom a potem ze wzgledu na nie mieszkanie bo dzieci szybko rosna i zeby nie tracily czasu na dojazdy do szkoly i mialy kolegow na miejscu. A dom moze kiedys albo jakas dzialeczka z altanka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podobne mam obawy właśnie, i bardzo podobne argumenty za pozostaniem w bloku...

      Usuń
  17. Mam nadzieję, że niedługo stanę przed podobnym dylematem, tymczasem napiszę jakie mam doświadczenie. Przez 3 lata mieszkałam z M. w domu jego taty na peryferiach Warszawy - okolica piękna, lasy, rzeczka, chodniki (:)), ale jest kilka ale. Przez 3 lata nie poznałam bliżej ani jednego sąsiada, dojazdy spoko pod warunkiem że pkp nie da ciała, a jak daje ciała pkp każdy wie. Do tego wszelkie wypady na imprezę były sterroryzowane przez rozkład pociągów/busów.
    Obecnie mieszkamy na osiedlu w granicach Wawy - chociaż do centrum nadal daleko to pod nosem mamy pętlę autobusową, jesteśmy w 1 strefie biletowej, znamy sąsiadów, mamy blisko szkoły, przedszkola, żłobki itp. Niedaleko również znajduje się park, apteka, sklep spożywczy i inne przybytki, do których pod Warszawą mieliśmy dużo dalej i zazwyczaj nie po drodze.
    Jeśli chodzi o koszty to byłam w szoku ile kosztuje utrzymanie domu, fakt że był to stary dom, nowe są bardziej energooszczędne ale i tak. Ogród był jednocześnie plusem i minusem - plusem bo był, a minusem bo trzeba było w nim zasuwać bardziej niż na balkonie;)
    Teraz spokojnie wystarczy nam nasze skromne M2, jednak docelowo zdecydowałabym się na większe mieszkanie, nawet w tej samej okolicy.
    Na dom zdecydowałabym się tylko po wygranej w totka, odziedziczeniu spadku albo jakiejś mega podwyżce mojej+męża, ale na nią się raczej nie zanosi, podobnie jak na spadek o totku nie wspominam;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po moich teściach i moim tacie widzę, ile czasu zabiera ogarnianie działki/ogrodu... Każda sobota to prawie cały dzień na porządkach ogrodowych. A ja chcę soboty spędzać aktywnie z dziećmi, albo na lenistwie z rodziną, albo wyjazdowo po prostu...

      Usuń
  18. Czy to dom czy mieszkanie, wszystko ma swoje plusy i minusy, ale jak dla mnie duży dom za miastem, to ciągłe dojazdy, stanie w korkach, wysokie koszty utrzymania, ciągłe prace przydomowe, nie mówiąc już o ogarnięciu takiego domu, co wymaga sporo czasu i zaangażowania, a to przemawia jednak na korzyść mieszkania w bloku :P Jednak dla mnie własne gniazdko to przede wszystkim miejsce, gdzie można odpocząć, zrelaksować się, gdzie miło i leniwie spędza się czas, a nie martwić się, że muszę posprzątać 100 m2 czy umyć 20 okien, taka perspektywa by mnie zdołowała :( Nie mówię, że jestem leniem, bo my z mężem lubimy spędzać czas aktywnie, ale raczej nie na sprzątaniu :P Na szczęście mieszkamy w spokojnej, zielonej okolicy Małych Błoni, więc często urządzamy sobie spacery, wycieczki rowerowe po okolicach Szczecina, często ruszamy nad polskie morze albo do naszych zachodnich sąsiadów. Na pewno nie brak nam kontaktu z naturą i nie potrzebujemy ogrodu, skoro mamy takie otoczenie dookoła. Być może jakby mi ktoś podarował spory spadek albo wygrała w totka (ale nie gram), to bym się zastanowiła nad domem, ale póki co, własne mieszkanie jest spełnieniem moich marzeń, jest miło, ciepło, przytulnie, przyjaźni sąsiedzi i fajna okolica, a w przyszłości może pomyślimy, ale prędzej o działce rekreacyjnej z małym domkiem, gdzie będziemy spędzać ciepłe miesiące, ale na stałe to raczej mieszkanie :)

    Aneta

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja wybrałabym mieszkanie. Całe życie mieszkam w bloku, ale nie tylko to wpływa na mój wybór. Koszty utrzymania domu są duże, cały czas trzeba coś robić, a to trawa do skoszenia, a to może płot pomalowac, a to z dachem się coś dzieje. Mieszkanie z ogródkiem byłby idealne. Masz miejsce dla dzieciaków żeby się pobawiły, jednocześnie masz ich na oku. Do pracy, szkoły, przedszkola bliżej. Możesz liczyć na znajomych, którzy w razie potraeby pomogą. Skoro lubicie czas spędzać poza domem, albo na słodkim lenistwie od czasu do czasu to mieszkanie będzie idealne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same słuszne argumenty - te same, które wciąż tłuką mi się w głowie. Właściwie mieszkanie z ogródkiem byłoby perfecto... Mycie 20 okien... Ja z 4 mam problem, Matko Kochana...

      Usuń
  20. Marzy mi się dom kiedy wchodzę na szafa tosi, a potem mysle ty bałaganiaro chcesz mieć dom? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, jak ja tam wchodzę to mnie ciary dosłownie przechodzą :)

      Usuń
  21. A może by tak zamieszkać w mniejszym mieście. Tam też jest spokój i cisza. Jest mniej ludzi, wszyscy się znają i jest fajna atmosfera. To jest taki złoty środek pomiędzy dużym miastem a wsią.

    OdpowiedzUsuń
  22. Na początek mieszkanie, później dom :) taki jest mój plan. A jak o tym mowa, to mam już na oku mieszkanie Wrocław mnie zachwycił i chciałabym tu dłużej zostać.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dom poza miastem, zdecydowanie. Dlatego, że budowa takiego domu to nie są wielkie koszty, a ma się po prostu święty spokój.

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo ciekawy wpis. Tutaj raczej w grę wchodzą gusta, stan majątkowy i wiele innych wytycznych, które decydują o tym czy dom czy mieszkanie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Osobiście preferuję dom poza miastem, ale niestety sytuacja życiowa zmusiła mnie do opuszczenia walącego się na głowę domu na wsi i przeprowadzenia się do miasta. Niby nie żałuję, bo jest w porządku, ale jakbym miał taką możliwość, to chętnie wrócę na wieś:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jeśli chcesz robić remont, to zastanów się, jak się za to zabrać. Na stronie internetowej www.credy.pl/pozyczki-bez-zaswiadczen/ znajdziecie bardzo fajne pożyczki, dzięki którym będziecie w stanie zrealizować o wiele większe plany, niż wam się wydaje. Moim zdaniem każdy powinien zastanowić się nad pożyczką, opłaca się.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję że zechciałaś/eś się wypowiedzieć :)

 

Matka Browar w Niemczech Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez