17 stycznia 2014

Odpocząć od garów

Autor: Matka Browar o 14:51
Trzeba sobie jasno powiedzieć, że co jak co, ale matką polką to ja nie jestem ;)
Bo ja nie z tych, co zawsze mają picuś glancuś posprzątane, wszystkie ciuchy poprasowane, no i ugotowany obiad oczywiście, a jakże!
Ja raczej z tych, co to sprzątają jak mają przyjść goście (najlepsza motywacja!), a na co dzień po prostu tylko ogarniają ten cały bajzel, żeby jakoś dało się przejść z kuchni do łazienki bez nadziania się na piekielnie ostry klocek, hulajnogę, kredkę bądź innej maści narzędzie potencjalnej krzywdy na mym delikatnym ciele ;)

Prasowanie? Zapomnijcie ;) Przy 2 dzieci prasowanie to zbędny luksus. Już dawno temu opracowałam technikę strzepywania prania i wieszania ubrań według szwów, a później dokładnego ich składania - tak, że 95% nie wymaga później prasowania. To co wymaga leży sobie grzecznie w szafie i jest prasowane wtedy, kiedy się chce to założyć ( a więc rzadko, bo wyciąganie deski do prasowania i odganianie od niej wszędobylskiej 2-latki to ciężkie zadanie ;) Nawet Staśkowe ciuszki bardzo szybko przestałam prasować - około 5 tygodnia jego życia. Po założeniu mu raz i drugi niewyprasowanych ciuszków stwierdziłam, że nic mu się nie działo, więc po co dokładać sobie pracy?

A co z gotowaniem? Najczęściej przed południem udaje mi się upichcić mniej lub bardziej skomplikowany posiłek - zupy, makarony, ryby z parowaru i inne jadła. Zawsze to samo dla Zosi co dla nas. Zwykle na dwa dni, bo wtedy co drugi dzień mam kuchenny urlop ;) Niekiedy zdarza się, że czegoś nie starczy na drugi dzień dla wszystkich, wtedy nie mam skrupułów aby dać Zosi słoiczek, a raczej kupny obiadek w miseczce - Babydream, Hipp czy coś tej maści.
Ale są dni, kiedy postanawiam zrobić sobie wolne od garów i wtedy wspomagam się obiadem kupnym. Tak więc dziś na naszym stole zagościły przepyszne pierożki z maleńkiej pierogarni, którą mamy po sąsiedzku. Świeże, robione na zamówienie "na widoku" (ale można zamówić też przez telefon), niedrogie. Zosia dziś z uśmiechem na ustach wpałaszowała 5 dużych pierogów z białym serkiem, a potem jeszcze podkradała moje ze szpinakiem :) Miałam zdjęcie zrobić, ale zanim o tym pomyślałam, to już zniknęły - słaby refleks ;) Matka szczęśliwa, bo przy garach stać nie musiała, a dziecko szczęśliwe bo najedzone :D

Matka wygodna powiecie? A jakże, czemu nie?! Przynajmniej mam więcej czasu dla moich dzieci :)

Uwielbiam też czasem zjeść na mieście. Wczoraj wybrałam się z kumpelą do knajpki na wieczorne pogaduchy, a skończyło się na obżarstwie w burgerowni :) Zwie się pięknie - Love Krove :)

 Objadłam się pysznym burgerem z pesto, rukolą, mozarellą i majonezem, a popiłam koktajlem Bananamama - mleko z kawałkami czekolady, masłem orzechowym i bananem. Mniam!




21 komentarzy:

  1. pewnie,że trzeba sobie od czasu do czasu zrobić wolne od gotowania :-)
    a gdzie ta LOVE KROVE się znajduje? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Kazimierzu, na Brzozowej (skręcasz z Miodowej w Brzozową i od razu po lewej stronie). Polecam :) Choć szczerze, jak mieli malutki lokalik na Józefa to wydawali mi się jeszcze lepsi.

      Usuń
    2. ha ha, na mojej ulicy jest :D faktycznie już kojarzę :-)

      Usuń
  2. Cha, cha... ja tam pamiętam czasy Waszego pedantycznego mieszkanka bez cienia kurzu i z poukładanymi wszystkimi przedmiotami na miejsce:) I pamiętam, jak czekaliśmy z panem T., by w końcu ta przestrzeń obrosła w tonę przedmiotów nie do uprzątnięcia tak jak u nas:) Cudowne, że już mamy tak samo:) Chociaż ja wyprasowałam wszystkie koszule męża w tym tygodniu i ba podłogę umyłam w całym mieszkaniu ale w sumie raz na miesiąc chyba można;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też to wspominam... No cóż, przyrzekam, nie da się zachować porządku przy dwójce dzieci i tonie zabawek na 45 m2... Tym bardziej, że ja też jestem chomikiem i gromadzę rzeczy jak szalona, a później wszystkiego szkoda mi się pozbyć :)
      A co do prasowania koszul - mój P. dziś rano sam ogarnął jedną z nich, a ja jeszcze drzemałam :D

      Usuń
  3. U mnie jest podobnie - sprzątanie (niezbyt gruntowne) raz w tygodniu, reszta to ogarnianie na szybko :-), o prasowaniu prawie zapomniałam, tylko o te wyjścia na obiadki na mieście jakoś trudno... Na szczęście w gotowaniu mam pomoc w osobie Babci ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Babci zazdroszczę, pożycz no czasem ;) Ja mam taki luksus jedynie raz na jakieś 3-4 tygodnie jak jedziemy na weekend w rodzinne strony :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Ja jestem bardziej wygodna, niż Ty, bo większość rzeczy robi moja mama :D

      Usuń
    2. Jesteś po prostu dobrze ustawiona :) I możesz skupić się na cudownych i kreatywnych rzeczach, jak Projekt. Tak trzymaj!

      Usuń
  5. Czysty dom jest oznaką zmarnowanego życia.
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas podobnie. Gotuję najczęściej na dwa dni, a czasem zamawiamy albo M. przywozi jedzonko;) Filip jak na razie słoiczkowy, dopiero zaczynam mu coś sama pitrasić więc też nie ma problemu;)

    OdpowiedzUsuń
  7. pyszne burgery sa tez w moo moo- polecam. wypadu i tak miłej kolacji pozazdroscić. ja dziś wreszcie zrobiłam nalesniki z tuńczykiem, a pierogi ze szpinakiem jesli są z tej pierogarni o której myśle, to pyyyycha:)
    ps. masz rację co do rozwoju dzieciaków! tez myslalam o tym jakto mój syn jeszcze nietak dawno unikał dzieci, a teraz...oczom nie wierze:) i zosi przejdzie, zobaczysz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nigdy nie jadłam naleśników z tuńczykiem - nie wpadła bym na takie połączenie. Oj, ale narobiłaś mi smaka na naleśniki - najchętniej z białym serkiem i rodzynkami, ze szpinakiem, albo z dżemem po prostu. Chyba nasmażę w tym tygodniu i co dzień będą inne ;)

      Usuń
  8. I tak trzymać :) W końcu najpiękniejszy czas to ten spędzony z dzieckiem, a mieszkanie jest do mieszkania, a nie sprzątania.

    OdpowiedzUsuń
  9. zawsze jeszcze można męża zaprząc do garów. ;))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mężuś bardzo często siedzi w garach - zwykle w weekendy. Uwielbia to i my z Zosią też :)

      Usuń
  10. Haha! Matka wygodna- te człowiek! Mam to samo. Prasowanie to ostatnia rzecz, za którą w ogóle się biorę. Mistrzynią w tej dziedzinie jak dla mnie pozostaje S.P. teściowa mojej siostrzy, która pranie składała, układała na kanapie, przykrywała kocem i potem na tym się siedziało i WŁA-LA mamy wyprasowaną odież ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki pomysł, nie zniesę :D ale były zagniotki, nie? ;)

      Usuń

Dziękuję że zechciałaś/eś się wypowiedzieć :)

 

Matka Browar Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez