16 listopada 2013

Szlachetne zdrowie, jakże Cię trzeba cenić...

Autor: Matka Browar o 16:08
Tak jak zapowiadałam, wczoraj ze Stasiem trafiliśmy do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego na Prokocimiu. Cóż to za smutne miejsce... Olbrzymi, niszczejący moloch z rozjeżdżonym, za ciasnym parkingiem. No i przede wszystkim z nieprzebranymi rzeszami chorych maluchów.. Szczerze mówiąc czułam się tam potwornie i wróciłam do domu z refleksją, że dopóki nasze dziecko poważnie nie choruje naprawdę jesteśmy szczęściarzami... Ostatecznie pokonał mnie widok kilkulatka po chemioterapii, na wózku, z maseczką antybakteryjną na buzi. Jak on tęsknie patrzył w stronę bawiących się nieopodal dzieci... Tylko patrzył, ale jego oczy mówiły wszystko... A słowa mamy brzmiały jak wyrok "Synku, wiesz że nie możesz...". Nie mogłąm przestać o nim myśleć, o tym dlaczego nie mógł się bawić z dziećmi (zapewne z powodu obniżonej po chemioterapii odporności), co właściwie go spotkało i dlaczego właśnie jego. Dlaczego dzieci muszą chorować? To, jakie tłumy siedziały w poczekalni przed Poradnią Kardiologiczną, Kardiochirurgiczną było wprost niewyobrażalne... Takie małe serduszka, a już potrzebują leczenia.To samo z poradnią Onkologii i Hematologii Dziecięcej. Serce się kraje...
 Plus za to, ze w poczekalni co kawałek ustawione są kąciki zabaw. Aż mam ochotę następnym razem zostawić tam kilka nieużywanych przez Zosię zabawek - bo są w nich niemal same misie + przekładanki z Ikei.
Co do naszej wizyty - po 2h czekania w poczekalni udało nam się dostać do gabinetu. Pani dr tylko rzuciła okiem na oczko Stasia i orzekła, że to zatkany kanalik. Na moje protesty i pytania, dlaczego w takim razie nastąpiła chwilowa poprawa po kropelkach Tobrosopt została mi wytłumaczona i rozrysowana budowa oka oraz jak to się dzieje, że oko łzawi i ropieje. Wyznaczono nam termin zabiegu na za 2 tygodnie, 29 listopada, a ja do tego czasu mam się zastanowić, czy wyrażam na  niego zgodę. No i mam zagwózdkę... Faszerować Stasia kolejnymi antybiotykami, masować kanalik, i liczyć na to, że coś kiedyś pomoże, czy pozwolić, żeby 2 obce osoby trzymały moje dziecko i zadawały mu ból, sama tymczasem stojąc za drzwiami? Choć może dla Was wybór byłby oczywisty - dla mnie nie jest...

Jeszcze przed Poradnią Okulistyczną odwiedziliśmy naszą przychodnię, gdzie Stasiowi pobrano krew z paluszka. To już czwarty raz od wyjścia ze szpitala... Upłakał się biedaczek, ale kto by nie protestował kiedy obca kobieta trzymałaby jego palec i upuszczała powoli po 1 kropelce krwi... Wyniki w poniedziałek i wtedy okaże się, czy przyjmą nas w Poradni Hepatologicznej.

Sam pacjent natomiast zaczyna broić ;) Chyba niezauważalnie i niepostrzeżenie udało nam się go rozpieścić bo choć właściwie go nie nosimy, od 2 dni tylko tego się domaga... Czeka mnie więc odzwyczajanie synka noszenia i bujania przy akompaniamencie wrzasków ;)
Tym ciekawiej się to zapowiada, że w poniedziałek P. wyjeżdża na 5 dni :D



19 komentarzy:

  1. a ja jednak zawierzyłam antybiotykowi w kropelkach i po kilku dniach był spokój z ropiejącym oczkiem... Ale to decyzja nie łatwa- i tylko Matka zrozumie..

    Wpadniecie do nas poszukać Renifera?:)

    http://zawodkobieta.blogspot.com/2013/11/co-sie-stao-z-rudolfem-konkurs.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też był spokój - na tydzień...

      Usuń
  2. Sama wiesz najlepiej co zrobić, przemyśl wszystko jeszcze raz, a odpowiedź może sama się nasunie? Niestety też parę razy byłam w tym szpitalu, wyszłam chora i miałam traumę kilka dni, przez jedno Dzieciątko zostawione w szpitalu do którego każdy przestał przychodzić. Niewiadomo dlaczego, bo pytałam pielęgniarek, ot po prostu. Zostało samo i już. Nie wiem jak historia się zakończyła :( Jesteśmy MEGA szczęściarzami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak można zostawić dziecko w chorobie... W ogóle zostawić dziecko :(

      Usuń
  3. my robiliśmy chyba ze 3 podejścia z maścią i kropelkami, masowanie i pomogło, ja bym chyba spróbowała jeszcze lekami...Trzymamy kciuki za Wasze zdrówko!

    OdpowiedzUsuń
  4. Szpital znam aż za dobrze, bo jako dziecko chodziłam tam do pediatry i też moje maluchy tam były zadeklarowane. Mnie najbardziej powalił obraz sanitariusza, który głaskał inkubator z maluchem, który przyjechał na konsultacje do kardiologa... A kanalik, nam z Basia udało się maścią ale zastosowaliśmy raz i poprawa nastąpiła trwale i natychmiastowo. Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesli chodzi o kanalik, to mam to samo z Julią. Dostałam skierowanie do okulisty, ale od tego czasu (już trzy tygodnie) oko jej w ogóle nie ropieje i się zastanawiam, czy coś z tym w ogóle robić.Chociaż pediatra zapewniała mnie, że to nic takiego.
    Jaasne.
    Jeszcze chwilkę poczekam i zobaczę, co z tego wyniknie.
    A Wy musicie decyzję sami podjąć.Może jeszcze nie będzie ten zabieg potrzebny.
    Powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas się biję z myślami, kurde. U nas ropieje dalej, poprawa była tylko na tydzień czy półtora...

      Usuń
  6. Ehh, cały czas ropiejące oczko nie daje spokoju Stasiowi. Nie wiem, co zrobiłabym na Twoim miejscu. Ale wiem, że Misiowa Mama i jej Fabian też zmagali się z tym problemem, więc może napisz do nich?

    PS.
    Ostatnio na wszystko brakuje mi czasu, ale chociaż nie zawsze komentuje Twoich wpisów, każdego posta czytam! I jestem z Wami myślami, bo bardzo Was polubiłam. :)
    PS. 2
    Dasz radę bez męża! Dzielna babka z Ciebie!

    Pozdrawiam, Kasia (i Zosia ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło nam że zaglądasz i że dobrze Ci u nas :) Też zaglądam do Ciebie, a brak czasu doskonale rozumiem.
      I to Twoje ciacho czekoladowe kiedyś wypróbuję na pewno :)

      Usuń
  7. Kurczę, ja bym chyba jeszcze popróbowała leków, bo wierz mi - jakikolwiek zabieg , chociażby był najmniejszy i najbezpieczniejszy na świecie doprowadzi matkę do stanu przedzawałowego. Przechodziłam to, chociaż nie z oczkiem. Jeśli jest szansa, że leki i masażyk pomorze to próbuj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihih, na Pomorzu pomoże :)
      Oj wiem coś o tych zabiegach - Zosia miała chirurgicznie usuwany kikut pępowiny, też musiałam wyjść z sali i też ją obce osoby trzymały - okropne. A ze Stasiem to już jego pobyt w inkubatorze mnie dobijał...
      Cholerne problemy zdrowotne, jakby nie mogło być wszystko idealnie...

      Usuń
  8. trudna decyzja, wiem, że nie łatwa...myslę, że oboje z mężem podejmiecie słuszną (jaka by ona nie była). Dużo zdrówka dla was:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja bym chyba liczyła na to, że leki pomogą. Ale to wasza decyzja, nie mogę nic doradzić.
    Co do szpitala dziecięcego. Ja co tydzień z Filipem jeżdżę na basen do szpitala. Ten nasz lubelski remontują i próbują doprowadzić do jakiegoś ładu, ale to nadal szpital - smutne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Siły dla Was w podjęciu dobrej decyzji. Nie wiem co sama bym zrobiła...

    OdpowiedzUsuń
  11. mnie też ciężko by było podjąć decyzję....powodzenia ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy czytałam post na całym ciele miałam gęsią skórkę i łzy napływały mi to oczu. Biedne, niewinne dzieciaki :( Dla mnie decyzja była prosta. PO miesiącach męki Gabrysia wiedziałam co jest dobre. Gdybym tylko wiedziała wczesniej, że teraz będą go usypiać zdecydowałabym się wcześniej. Ale z drugiej strony sama wiesz teraz ropa sama mu zeszła... Na szczęście!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My chyba na razie też się wstrzymamy... Oczko chwilowo nie ropieje, zobaczymy za kilka dni...

      Usuń

Dziękuję że zechciałaś/eś się wypowiedzieć :)

 

Matka Browar Copyright © 2010 Designed by Ipietoon Blogger Template Sponsored by Emocutez